Rozgrywka o zycie

Od kiedy pracuje w miejscu, ktore jest mekka fanatykow sportu, nabralem wielkiego respektu do wszelkich dyscyplin mniej lub bardziej olimpijskich.
Otwieram tylko niekiedy szerzej oczy kiedy slysze o coraz bardziej wymyslnych sposobach popychania swego ciala do granic fizycznej wytrzymalosci.
Latem na ziemi, wodzie i w powietrzu uwijaja sie zadyszani amatorzy sportu, zjezdzajac noca ze stokow gorskich na hulajnogach, machajac rozpaczliwie wioslami w rozpetaj wodzie gorskich potokow, ladujac mniej lub bardziej szczesliwie po udanym starcie lotni przeroznego ksztaltu i konstrukcji.
Zima wykonywanie sportu nie ogranicza sie tu do nudnego zjezdzania na nartach. Mozna tez korzystac z tras narciarskich zjezdzajac na rowerze, co prawda wyposazonym w specjalne opony, lub tez slizgac sie na nartach bedac przyczepionym do swego rodzaju spadochronu, co powoduje ze styl jazdy staje sie bardzo uzalezniony od podmuchow wiatru…
Tak czy owak, wszystkie proby nieudanego doplyniecia do celu, zatrzymania sie u celu czy wyladowania, trafiaja na nasza izbe przyjec.
Sobotnio-niedzielne dyzury przypominuja wtedy dzialania wojenne. Sortujemy pacjentow wedlug stopnia ich obrazen i wedlug tak z grubsza ustalonej kolejnosci, udzielamy im pomocy. Musze przyznac ze tyle zlaman kregoslupa, pekniec sledziony, krwotokow nerek czy innych czysto traumatycznych obrazow , do tej pory nie mialem okazji ogladac.
Po pewnym czasie lekarz dosiega tego niebezpiecznego stanu, kiedy pozornie nic nie jest juz w stanie go zdziwic. Graniczy to z pewna obojetnoscia, choc na szczescie nie jest to jednoznaczne z rutyna czy lekcewazeniem obrazen pacjenta. Co wiecej, pozwala to na spogladanie z duza wieksza nieufnoscia na pozornie blahe urazy. Maly siniak na lewym boku moze wlasnie kryc pod soba rozszarpana nerke czy krwawiaca sledzione.
Ten pacjent przyszedl w towarzystwie zony do szpitala w sobote wieczorem. Mial 35 lat, i w czasie wolnym byl aktywnym czlonkiem miejscowego klubu hokejowego. Podczas dzisiejszego meczu, jak zwykle angazowal sie calym soba, tym bardziej ze bylo to „derby” z klubem sasiadujacej miejscowosci.
Gdzies podczas drugiej tercji, doszlo do gwaltownego kontaktu z graczem druzyny przeciwnej. Kiedy upadl, stracil swiadomosc i juz tylko z relacji innych wie, ze rywalizujacy gracz w pelnym hokejowym rynsztunku i z pelnego rozpedu usiadl mu na klatce piersiowej.
Kiedy doszedl do siebie, poczul bol w piersiach. Pod reka mial aspiryne wiec nie wahajac sie zazyl 1000 mg, bo jak dotychczas pomagalo mu to lekarstwo na przerozne dolegliwosci. W tym wypadku jednak…nie wiedzac o tym, to lekarstwo prawdopodobnie przypieczetowalo jego los. Aspiryna hamuje krzepliwosc krwi…dzialanie tak pozadane w niektorych przypadkach…w innych zas uapelnie niepozadane.

Jednak rzeczywiscie, bol zostal na tyle zlagodzony, ze mogl brac udzial w spotkaniu po meczu, gdzie oczywiscie lal sie alkohol w dawkach godnych wyczynowcow.
Pod wieczor bol powrocil, moze nawet z jeszcze wiekszym natezeniem. Gdyby nie zona, wlasciwie nie przyszedlby do szpitala. Jest „twardym facetem”
Dyzurna lekarka z oddzialu chirurgicznego krotko opisala mi przez telefon przyjecie tego pacjenta i poprosila o echokardiografie, badanie , ktore przy urazach klatki piersiowej zostalo nie tylko w naszym szpitalu wpisane w liste rutynowej diagnostyki.
Troche z ociaganiem opuscilem mile cieplo wlasnie rozpalonego ognia w moim kominku i dopijajac goraca herbate pojechalem przebijajac sie przez sniezyce do szpitala.
Pacjenta zastalem siedzacego w poczekalni, przegladal czasopisma, troche gderliwie mnie przywital, przeklinajac mnie z pewnoscia w myslach. Dawal mi do zrozumienia, ze uwaza te wszystkie szpitalne rytualy za zbedne, chcac po prostu jak najszybciej wrocic do domu.
Echokardiografia nie wykazala nic niepokojacego, rozumiejac jego tesknote za domowym cieplem oznajmilem mu to z usmiechem. Wiadomosc przyjal z ulga i zasiadl znow w poczekalni, czekajac na moj pisemny raport badania.
Kiedy po paru minutach wyszedlem do niego z upragnionym pismem w dloni, wstal i ledwo dziekujac juz chcial sie skierowac do drzwi. Uderzylo mnie, ze nagle wydal mi sie bardzo blady, a na jego skroniach zauwazylem malenkie krople potu.
Dziwne bylo tez to, ze tym razem nie musialem juz go przekonywac, zeby jeszcze raz polozyl sie na kozetce badan. Kiedy przylozylem do jego piersi znow sonde echokardiografu, pot i na moich skroniach sie pojawil. Jego serce zdawalo sie plywac w worku osierdziowym, ktory zapelnial sie blyskawicznie krwia, tym samym hamujac coraz bardziej prace miesnia sercowego. Pacjent zaczynal tracic przytomnosc, zimny pot juz nie tylko ze skroni, doslownie kapal na moje dlonie.
Nagle obudzilem sie z tego wieczornego sobotniego letargu, zdajac sobie sprawe ze on umiera pod moimi dlonmi. Siegnalem po igle i bez znieczulenia skierowalem uklucie pod mostkiem w strone wciaz napelniajacego sie jak balon worka osierdziowego. Krew trysnela jak woda z zyciodajnej fontanny, pacjent nagle nabral glebokiego oddechu, jego puls moglem znow wyczuc pod drzacymi palcami.
Jego jedynym ratunkiem byla teraz natychmiastowa operacja kardiochirurgiczna. Niestety, najblizszy oddzial kardiochirurgii jest oddalony 75 kilometrow, w tej sytuacji odleglosc porownywalna do podrozy dookola ziemi.
W takich momentach przeznaczenie ma swoje pole do popisu. Na intensywnej terapii, juz w sterylnych warunkach zdrenowalem cewnikiem worek osierdziowy, patrzac jak podlaczony do cewnika zbiorniczek z przerazajaca szybkoscia sie wypelnia. Przeznaczenie sprawilo, ze pacjent mial grupe krwi, ktorej dostateczne rezerwy spoczywaly w naszym laboratorium. Przeznaczenie sprawilo, ze wlasnie wyladowal helikopter przywazac innego pacjenta i byl juz gotow do ponownego startu. Przeznaczeniu tez mozna dziekowac, ze na chwile intensywnosc krwotoku zdawala sie zmniejszac. Mimo zdradliwej dawki aspiryny…
5 godzin pozniej zatelefonowal do nas kardiochirurg z wiadomoscia, ze operacja zostala zakonczona, pacjent byl stabilny po wymianie odcinka aorty, ktorej rozwarstwienie sciany spowodowane urazem podczas rozgrywki hokejowej, bylo odpowiedzialne za krwotok do worka osierdziowego.
Tym razem mecz hokejowy jego zycia rozegrany zostal na bardzo delikatnej powierzchni lodu…

Gstaad, 13.02.2010

Reklama