Szmer niczym echo wiatru?

Tak trudno jest mi skoncentrowac sie na dokladnym badaniu tego pacjenta. 24 godziny dyzuru, z kulminacja w postaci dlugich minut walki podczas trudnej reanimacji?kazda chwila tego minionego dyzuru ciazy mi w oczach, glowie, w kazdym miesniu.

Jednak musze skupic sie na Nim. W jego slowach, w intonacji zdan ktorymi opisuje swoje dolegliwosci, tylko w ten sposob mozna odgadnac to, co najbardziej Mu dolega, szybciej i trafniej dojsc do rozpoznania?bez zbednej aparatury czy skomplikowanych badan.Sluchajac Go, przypatrujac sie grze Jego ciala, sledzac Jego mimike?mozna wejsc w Jego historie nie narzucajac mu sie i nie gwalcac Jego intymnosci standardowymi pytaniami.

Zdecydowal sie na przyjscie do naszego szpitala, bo tak poradzil mu lekarz domowy. Ojciec tego lekarza jest jego przyjacielem?i wlasciwie sluchajac porady lekarskiej nie chcial urazic swego przyjaciela. Podobno slychac jakies szmery  w jego sercu. Usmiechajac sie mowi, ze nie dziwi sie, bo jego serce widzialo juz tyle rzeczy na tym swiecie?wiec ma prawo sobie szmerac?

Ma 75 lat. Wtedy byl jeszcze mlodym czlowiekiem.  Na miesiac przed swoimi 19tymi urodzinami ubrano go w zielony mundur i wywieziono pociagiem wraz z innymi gdzies w polskie lasy. Pamieta zimowy mroz tamtych stron i palacy zar swiszczacych kul partyzanckich. Byla tez potem zdradliwa cisza gor balkanskich?i wkoncu?rozpacz samotnosci podobna swym bezkresem do niekonczacych sie krajobrazow Syberii.

Tam, na sciezkach tej wojny, ktorej nigdy do konca nie zrozumial, zostawil swoja mlodosc. Wrocil chory, z oczami ktore dawno utracily blask mlodzienczego zapalu. Kiedy tak teraz mysli o tym szmerze w sercu, jest przekonany ze to echo syberyjskiego zimnego wiatru?.ktorego wspomnienie budzi go do dzis w nocy.

Po powrocie do swej Ojczyzny, do kraju Sary, nie zastal juz nikogo ze swej rodziny ani dobytku. Jego narzeczona dawno juz wyszla za maz i byla szczesliwa mama dwojga dzieci?jego jedynym bogactwem bylo jego zchorowane cialo i dusza.

Sluchalem go?oczy ze zmeczenia zamykaly sie, ale moim sercem wsluchiwalem sie w kazdy szczegol jego opowiesci. Patrzylem sie na jego glowe, pokryta siwiutkimi wlosami, drzacymi pod nieustannie sie powtarzajacymi ruchami zdradzajacymi moze chorobe Parkinsona?a moze?bedacymi oznaka slabosci jednej z zastawek serca.

Teraz?musialem przejac inicjatywe w rozmowie?uspokoic go.  Oswoic go w pewien sposob z tym dla niego tak hermetycznym swiatem oddzialu inwazyjnej kardiologii.  Wyrwal sie ze spokoju swego domu, zeby przyyjsc tutaj. Wciaz jeszcze zaniepokojony i zdziwiony nieustajacym ruchem krzatajacych sie osob na korytarzu oddzialu? Nieustannie pojawiajace sie i znikajace pielegniarki, otwierajace sie i zamykajace sie drzwi sal chorych, nawolywania bardziej lub mniej dyskretne?w koncu?ten dzwiny balet lozek?miedzy drzwiami sal chorych a winda na koncu korytarza.

Dzis jeszcze bedzie mial okazje stwierdzic, ze na tym oddziale nawet noc nie oferuje ciszy i spokoju?wszechpanujaca symfonia dzwiekow w tle kazdego dnia i nocy ?niczym niedopowiedziane do konca zdanie, zawieszone w powietrzu.

W jego oczach, w jego glosie odgaduje ta milosc do ciszy i spokoju. Po calym tym halasie zycia, ktory zostawil za soba, pragnie tylko jednego?Spokoju.  Wlasnie w imie tej nostalgii spokoju, ktora nosi w sobie, musze go uspokoic.

Delikatnie dobierajac slowa, przygotowuje go na jutrzejszy dzien, troche jak na dluga podroz. Probuje przegonic obawe z jego spojrzenia kiedy wymawiam slowa ?cewnikowanie serca??slyszal juz o tym?teraz slucha skupiony moich slow. Podczas rozmowy, delikatnie dotykam jego dloni, chcac mu wlac w serce ocean zaufania. Zdaje sobie dobrze sprawe, jak wazna jest ta rozmowa dla pacjenta. Jak wazne jest umiec odebrac mu obawe czy nawet strach przed badaniem i zastapic je uczuciem zaufania.

W miare wyjasniania szczegolow badania, czuje odprezenie ktore maluje sie na jego twarzy. Zaczynam zatem wglebiac sie coraz bardziej w detale, zaczynajac od tej podrozy winda?laboratorium hemodynamiki znajduje sie na parterze, jazda winda trwa niespelna 3 minuty?jednak dla niektorych pacjentow ten czas wydaje sie nieskonczenie dlugi.

Opisuje stol do badan, kolor sterylnego okrycia, opowiadam mu o troche piskliwym tonie monitora EKG, o zapachu srodka dezynfekujacego?dzieki tym az do przesady szczegolowym wyjasnien, przeganiam coraz skuteczniej jego obawy.

I tylko wtedy, kiedy jestem przekonany, ze w jego myslach zaufanie zaczelo goscic w miejscu uprzedzen, tylko wtedy ide z nim do jego pokoju. Wprowadzam do tego pokoju wraz z nim jego historie i pewna czesc jego przeznaczenia.

Odebralem mu niesluszny strach, spotegowany polprawdami czy poslyszanymi uogolnieniami, w duzej czesci spowodowanymi tandetnymi i tendencyjnymi wiadomosciami ze srodkow masowego przekazu. Nie moge uwolnic go od obawy przed jego przeznaczeniem. Probowalem ja ulagodzic, dotykajac jego dloni, otulajac go spokojem mego glosu.

Tego wieczoru kiedy opuszczalem szpital jadac winda, powiedzialem sobie, ze nastepnym razem koniecznie musze opowiedziec o tym paskudnym zgrzycie, ktory daje sie slyszec kiedy winda mija drugie pietro. Jeszcze jeden ?zbyteczny? szczegol?ale jednoczesnie jedna obawa mniej.

Zobaczylem go ponownie 2 tygodnie pozniej. Wychudzona twarz. Cale jego cialo przypominalo zmeczonego wojownika, ktory dopiero zaczynal wracac do zycia po ciezkim boju.

Uscisnal mnie w swych ramionach, mowiac ?to takie dziwne?przyszedlem tutaj z powodu szmeru w sercu, ktorego ja sam nie slyszalem, a ktory byl winien mego zmeczenia od tylu lat. Teraz wychodze stad, sluchajac dzien i w noc rytmiczny brzek?ktory zdaje sie kazdego dnia dawac mi troche wiecej sily ..?

Usmiechnalem sie, wsluchujac sie w delikatny dzwiek mechanicznej zastawki?odmierzajacy rytm jego zycia.

Reklama