Spotkania…

André Malraux szukal sensu swego zycia w dzialaniu. To go zaprowadzilo na sciezki wojenne w Hiszpanii, Chinach..by w koncu dotrzec do stanowiska ministra kultury Francji. Jego glos do dzis emanuje magiczna sila. Pozostalo niezapomniane drzenie radiowego eteru ktory jego przemowy wywolywaly.

Antoine de Saint Exupéry widzial sens bytu w tworzeniu. Pozostawic swoj znak na Ziemi. Kiedy zostal wezwany do swej ostatniej tragicznej misji nad Morzem Srodziemnym, na swoim biurku pozostawil otwarty i niedokonczony rekopis „Twierdzy”.

Pociagaly mnie zawsze obie te Osobowosci.

Jednak jakos nigdy nie umialem tak konkretnie ubrac w ramy mojej definicji sensu zycia. Z jednej strony…wykonuje zawod, ktory pozwoliby mi w samym sobie szukac usprawiedliwienia moich dzialan na Ziemi.

Z drugiej strony…

Mysle ze jednak sens zycia w moim zrozumieniu polega na Spotkaniu.

Spotkanie z drugim czlowiekiem. Biorac na siebie wszystkie konswekwencje takiego prawdziwego Spotkania: nadzieje, radosci, bol zadawany bardziej lub mniej swiadomie. Ludzie najczesciej dzis nie potrafia sie spotykac, „natykaja” sie raczej na siebie i biegna swoimi sciezkami dalej.

Isc przed siebie…a moze bardziej sensowne byloby kroczyc naprzeciw drugiemu czlowiekowi?

Reklama

Jedna odpowiedź to “Spotkania…”

Trackbacks

  •