Błoto i zimno

Zrobiłam to! Za ostatnie pieniądze kupiłam bilet na niedzielne koncerty Orange Warsaw Festival! Jestem po urlopie, więc każda złotówka ma dla mnie znaczenie. Ale organizatorzy chyba przesadzili z cenami…. I chyba dlatego warszawski tor wyścigowy Służewiec nie był wypełniony po brzegi…. Ale nie o tym chciałam. Bo plan jest taki, że napiszę tu kilka słów o koncertach. A było tak jak lubię. W błocie i zimnie. Ale kiedy gra świetna muzyka ze sceny kogo to obchodzi. Skakałam w kałużach, buty i spodnie – do tej pory nie wyczyszczone – tonęły w błocie i rozdeptanej mokrej trawie. Ale jakie to ma znaczenie kiedy Brodka prezentuje swój nowy materiał i porywa publikę wesołymi i zaskakującymi piosenkami. A po kilku skocznych numerach gra na koniec przepiękną balladę. Potem Mika. Co za zabawny facet! Skakał, bawił się z publicznością, wygłupiał się i śpiewał tym swoim niecodziennym głosem swoje przebojowe numery. Potem Agnieszka Chylińska, która z lekkim dystansem podchodzi do swoich najnowszych dokonań muzycznych. A na koniec Nelly Furtado. Śpiewała po angielsku, po portugalsku, próbowała mówić po polsku i zaprezentowała fantastyczne wersje przebojów nowych i starych. Muzycznie Orange Warsaw Festival wypadł na piątkę. A poza tym dobre nagłośnienie, duże telebimy, spore zaplecze gastronomiczne, gadżety sponsorów i niesamowicie długie przerwy między występami kolejnych artystów. Jak zwykle na festiwalach – są plusy i minusy. Dobrze, że byli Brodka i Mika. Dzięki nim zapominam o minusach.

Reklama

Komentowanie jest wyłączone