Droga

-”Lubię podróżować różnymi drogami, ale najlepsza to jest droga dojazdowa do Zakopanego” -powiedział mąż bohaterki jednego z moich tekstów o warszawiance, która zakochała się w Zakopanem (i w zakopiańczyku) i po wyjeździe z Warszawy już w stolicy Tatr została.

Tak jak jej mąż, góral, architekt rodem z Zakopanego, lubię podróżować różnymi drogami. W lipcu i sierpniu to były drogi na Dolnym Śląsku, Suwalszczyźnie, Podlasiu, morska droga do Ystad, szlaki w Górach Izerskich, samochodowe wypady pod Brodnicę, do Częstochowy, Łodzi, pod Mikołajki, Wrocław, taka sama droga do czeskiej Pragi, przez cieśninę i najdłuższy most w Europie do Kopenhagi, czy lotnicza z Warszawy do Szczecina itd, itp.

Tak, jak mąż mojej bohaterki, uważam, że najlepsza to jest droga dojazdowa do Grodziska (najlepiej przez Radziejowice i Kuklówkę), czyli droga do domu.

W czasie jednego z takich powrotów, kiedy to nie ja prowadziłam (kierowca R. na polskie drogi klął zdrowo), przeczytałam tekst, który dziś w kontekście rocznicy Powstania Warszawskiego i tego co się u nas zawsze dzieje w sierpniu, mocno rusza. Tytuł tekstu: „Mój warszawski szał”, książka „Obwód głowy”, autor Włodzimierz Nowak.  Polecam, wspomniany tekst jest na pewno do przeczytania w archiwum Wyborczej.

Bohater tekstu Mathi Schenk walczył z Powstańcami. Żeby nie psuć czytania zdradzę, że gdyby nie Polacy nie byłoby Schenka i potem jego firmy, produkującej szpachlówkę do samochodów i szlifującej karoserie. Szpachlówkę sprzedawał zresztą w całej Europie. (Kojarzycie już to logo ”Schenk” ?)

P.S. Droga dojazdowa do Żyrardowa też jest super. (Przez Międzyborów. Najlepiej rowerem.) I najbardziej super jest wtedy, gdy 1 nocy w Żyrardowie spotyka się – przypadkiem - część swojej klasy z liceum. Pozdrawiam: Magdę, Monikę, Mateusza, Marię… (Rany boskie, wszyscy na M!)

M-iłych podróży (służbowych, tym którzy pracują, czy urlopują) i tym, którzy mają jeszcze resztkę wakacji.

Reklama