Starość

Nieładne słowo. Niedawno na Mazurach jedna z moich rozmówczyń, właścicielka pod-mikołajkowskiego Slow Foodu, opowiadała o ekologicznych owocach, których „skóra jest tak pomarszczona, że wygląda na to, że te owoce umierają ze starości”. Sekret albo raczej brak sekretu w ich wypadku polega na tym, że nie są suszone siarką i dlatego nie wyglądają jak te „piękne”, suszone z supermarketu.  Zapamiętałam bardzo dobrze to zdanie, bo jakoś tak dużo ostatnio wokół tych seniorskich spraw.  O seniorach pisać lubiłam zawsze. Pierwsza rozmowa do Obcasów była zapisem krótkiego, intensywnego wywiadu ze 102-letnią panią. W naprawdę niezłej formie, z niesmowitymi umiejętnościami przewidywania tego, co będzie. Wiedziała jaki jest mój stan cywilny. Wiedziała o dokładnie o jaką historię mi chodzi, kiedy pojechałam do niej drugi raz, by poszerzyć wywiad. Opowiadała, że ludzie przychodzą oglądać ją jak pomnik. Nie żyje już. Do seniorów wracam często, bo to zawsze nie jest tylko zwykłe spotkanie. To jest święto.  W tym tygodniu byłam u 85-latka w Częstochowie. Balkonik stał obok salonu, w którym rozmawialiśmy, ale Pan przy mnie radził sobie świetnie i nie pozwalał sobie pomóc. Piliśmy zrobioną wcześniej i przyniesioną w termosie kawę. Z kuchni. By do niej ciągle nie biegać. Wszystko było świetnie zorganizowane.  Na stole porozkładane zdjęcia, dyplomy, medale. Wszystko pod ręką. Całe życie na stole. Nawet meble, które stały obok, to była część historii. (Meble, własność pewnej rodziny, nie zostały przewiezione do getta, przeżyły wojnę, PRL i trzymają się do dziś. Przedwojenne, gdańskie, jak powiedział mój bohater: -Przyzwoite.) Przyzwoite są te spotkania z seniorami do bólu.  Jest kawa, jest ciasto (są konfitury czesto specjalnie podane)  -jest ciepło, po ludzku i jak się ma cierpliwość do tego, by obejrzeć wszystkie zdjecia, posłuchać wszystkich najważniejszych historii, przejrzeć odznaki, medale i inne odznaczenia, pooglądać wnuki na fotografiach, posłuchać o operacjach, szpitalach, lekarzach, lekarstwach, kościele, telewizji, sejmie, komunie… - to zawsze się wychodzi zadowolonym z rozmowy, bo nie ma siły, by w czyimś długim życiu nie znalazła się jakaś perełkowa historia. Opowiedziana szczerze, prawdziwie, uczciwie, z klasą – przyzwoicie.  Bez siarki.

Reklama

Komentowanie jest wyłączone