Co za kino!

Obejrzałam w kinie  film „Chrzest” Marcina Wrony. To historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Niesamowita opowieść o przyjaźni, konsekewncjach pewnych decyzji, wyborach życiowych. Cały czas jestem pod wrażeniem. Wzruszałam się, łzy kręciły mi się w oczach, bałam się, wkurzałam i denerwowałam. To naprawdę dobry, mocny film. I do tego bez happy endu. Po zakończeniu projekcji nikt z widowni nie zerwał się do wyjścia. Wszystkich po prostu wbiło w fotele….

Mówi się, że gdy po wyjściu z kina widz dalej przeżywa to co zobaczył na sali kinowej, to znaczy, że film jest udany.

Niesamowita opowieść. Polecam.

Reklama

Komentowanie jest wyłączone