Coffee and cigarettes…

Kiedy spojrzal znad kubka goracej, mocnej porannej kawy za okno…w duchu zaklal. Snieg padal pieknymi, roztanczonymi platkami, otulajac krajobraz pozornie przytulna i nieskazitelnie biala szata.
Z odrobina rozpaczliwej nadziei uniosl wzrok spogladajac na niebo..szukajac blekitu. Gesta sciana padajacego sniegu niweczyla wszelkie perspektywy na rychly koniec opadow.

No coz…kazdy kubek kawy ma swoje dno…z ociaganiem dopil ostatni lyk. Z cichym westchnieniem docisnal niedopalek pierwszego porannego papierosa do dna popielniczki. Dopiero 3 dni temu, w dniu swoich piecdziesieciu urodzin, musial odsniezac dojazd do garazu. Dzis zaplanowal wizyte u swej corki, wiec zeby wyjechac samochodem, czeka go znow godzina machania lopata.
Snieg byl lekki, puszysty, wiec troche sie dziwil, ze tak niemrawe tempo sobie narzucil…mial wrazenie ze ubranie stalo sie zbyt ciasne, mimo mrozu czul obfite krople potu na czole, a kazdy ruch plugiem oplacal swiszczacym , z trudem wydobywanym oddechem.

Gdzies w polowie zmudnej pracy, poczul przerazliwy, przenikajacy bol w klatce piersiowej, prawie paralizujacy jego lewe ramie. Mimo ze byl juz pozny poranek, mial wrazenie ze dziwny mrok nadciagnal. Z trudem lapiac oddech, wijac sie pod nieznanym i nieoczekiwanym ciezarem przygniatajacym jego klatke piersiowa, upadl.

Kiedy otworzyl oczy, poczul ulge. Jego ostatnim wspomnieniem byl porazajacy bol, ktory powalil go na zimny snieg. Po tym bolu pozostalo tylko wspomnienie. Teraz oddychal swobodnie. Tylko…no wlasnie…szerzej otworzyl oczy.

Nie znal tego pokoju, ani lozka w ktorym lezal. Rozejrzal sie, zdziwily go monitory nad jego glowa, wydajace z siebie ciche “pip-pip”…obok monitora, kroplowka, najwidoczniej podlaczona do zyly w zaglebieniu jego lokcia…
Poczul, ze ktos sciska jego dlon. Rozmazany lzami makijaz jego corki zaszokowal go.
“Gdzie ja jestem? Co sie stalo?”…dziwnym zachryplym glosem zadal jej pytanie.
Opowiesc, ktora uslyszal, wywolala u niego rozne uczucia..Dominowala jednak bezsilnosc.

Dzieki sasiadowi, ktory kazdego dnia, zza zaciagnietej firanki, obserwowal kazdy jego ruch…zostala bardzo szybko wezwana pomoc lekarska. Reanimacja przebiegla szybko i sprawnie, lekarz pogotowia za pierwszym wyladowaniem defibrylatora zdolal przywrocic prace serca. W ciagu niecalej pol godziny znalazl sie na stole w laboratorium hemodynamiki, gdzie dyzurny kardiolog cewnikiem zdolal przebic sie przez zakrzep w jednym z glownych naczyn wiencowych, udrazniajac je tym samym.
Teraz …moze jeden dzien jeszcze na oddziale intensywnej terapii, potem pobyt w klinice rehabilitacyjnej…Jednak prawdziwe leczenie zacznie sie po wypisaniu ze wszystkich klinik i szpitali.

Pierwszym krokiem bedzie porzucenie palenia…nie wszystkim, ale wiekszosci ludzi, i jemu tez, nikotyna i inne zwiazki chemiczne zawarte w papierosie, szkodza. Bedzie tez musial zadbac o zrzucenie tych paru zbednych kilogramow, ktore i tak denerwowaly go przy kazdym zaciskaniu paska od spodni. Oczywiscie, odsniezanie tez nie moze byc jedynym i niechetnie wykonywanym wyczynem fizycznym. Lekki trening regularny i codzienny, musi teraz stac sie jego przyzwyczajeniem.

O taka wlasnie zmiane w jego zyciu, cichym szeptem prosila go jego ukochana corka, z trudem powstrzymujac lzy radosci i ulgi. Bo byla szczesliwa, ze on wciaz jest.

Choc wciaz czula, ze towarzyszy mu jakby podczas spaceru na granicy przepasci.

Reklama

Komentowanie jest wyłączone