O wyższości społeczeństwa nad społecznością…

Zacznę od zastrzeżenia. Jestem zwolennikiem rozwoju internetu jako technicznego środka przekazu informacji umiejętnie wykorzystywanego przez ludzi. Jego stosowanie to wymóg czasu. Moje wątpliwości budzi pewien wycinek obszaru wykorzystywania sieci.
Coraz częściej słyszę i czytam o tym, że jakiś fakt miał miejsce jeszcze przed epoką społecznościową. Natychmiast zachodzę wtedy w głowę, jakie wydarzenie i moment na osi czasu stał się cezurą kończącą starą i rozpoczynającą nową epokę? Czym te epoki się różnią i czy różnice między nimi będą się pogłębiać? Odpowiedzi na tak postawione pytania nie są łatwe. Nasuwa się wprawdzie oczywiste spostrzeżenie, że to pewnie utworzenie portali typu „Nasza klasa” czy „Facebook” dały początek nowemu okresowi w rozwoju cywilizacji ludzkiej. Ale przecież one powinny tworzyć jedynie możliwość szybszej wymiany poglądów oraz informacji. Tymczasem, zaczynają one zastępować dotychczasowe naturalne relacje międzyludzkie, traktując jednocześnie dość płytko drugiego bliźniego i życiowe problemy człowieka. Część osób nawiązując kontakty jedynie w wirtualnym świecie, staje się uboższa o całą sferę emocjonalną wynikającą z bezpośredniego obcowania z innym człowiekiem, pozbawia się rzeczywistych, „namacalnych” relacji międzyludzkich. Czym innym jest przecież „wrzucenie” do sieci zdjęć z osobistej uroczystości czy podróży, a czym innym jest spotkanie zainteresowanych i opowieść pełna emocji, smaku i zapachu. Coraz częściej spotkania odbywają się w sieci (może to brak czasu, może wygodnictwo, a może po prostu moda?). A tymczasem nic nie zastąpi bezpośrednich kontaktów międzyludzkich. I tu niewątpliwie możemy mówić o wyższości relacji „face to face” nad „facebook”. To dziś jeszcze jest zasadnicza wyższość świata realnego nad wirtualnym, a zarazem społeczeństwa nad społecznością.
Świat jednak mknie do przodu. Może w niedalekiej przyszłości będziemy uczyć się nie historii i wiedzy o społeczeństwie, poznając systemy ustrojowe i administracyjne państw, ale historii i wiedzy o społecznościach jako określonych środowiskach internetowych. Dowodem zmian idących w tym kierunku są choćby szkolenia dofinansowywane przez Unię Europejską. Jednym z nich jest na przykład szkolenie zatytułowane „E-uczestnictwo w Społeczeństwie Informacyjnym” (pisane wielkimi literami, choć nigdy dotąd nie wdziałem takiej pisowni w odniesieniu np. do społeczeństwa polskiego). W czasie szkolenia omawia się m.in. takie tematy, jak „Historia powstania internetu” i „Cywilizacja cyfrowa”.
Cóż, szkoda będzie tego co było jeszcze niedawno naturalne, a co zostanie zastąpione m.in.: „e-uczestnictwem”, „e-kawą”, „e-rozmową”, „e-randką”, a może i „e-prokreacją”. Tylko czy nasz domowy kot i pies będą chciały zostać „e-kotem” i „e-psem”?!
PS. Nowy edytor tekstu w moim komputerze konsekwentnie podkreśla jako błąd słowo „społecznościowy”. Ciekawe, jak długo jeszcze?

Reklama

Jedna odpowiedź to “O wyższości społeczeństwa nad społecznością…”

Trackbacks

  •