Mistrz PR

Obserwując ludzkie zachowania czasem zastanawiam się, na ile psy przystosowały się do naszego sposobu bycia. I myślę, że znają nasze różne sztuczki doskonale – różnica jest tylko w tym, że my nadaliśmy nazwy pewnym zachowaniom, a one tych nazw nie znają, natomiast doskonale potrafią pewnych technik używać.

Weźmy taki PR…

Odwiedza nas dość często niewielki kundelek odległego sąsiada. Może u siebie się nudzi i szuka towarzystwa, może ma chęć spróbować dań z innego stołu, a może po prostu jest łajza i tyle. Jak już się zjawi, zostaje kilka- a nawet kilkanaście dni i spędza czas bawiąc się z moimi suczkami oraz starając się zapracować na posiłek. Tak mi się w każdym razie na początku wydawało. Odprowadzony do właściciela wraca po góra półgodzinie i po którymś razie jednego dnia te spacery nam się znudziły.

Ponieważ nie jest to mój pies, a dodatkowo nie dał się oduczyć oznaczania terenu, do domu ma wstęp wzbroniony, dostał natomiast ocieplaną budę, która stanęła na tarasie, czyli w punkcie strategicznym dla obserwacji tego co się dzieje przed bramą. Zaczęło mnie kiedyś zastanawiać, że niezwykle rzadko szczeka kiedy jesteśmy w domu; za każdym razem jednak kiedy drzwi się otwierają, natychmiast szarżuje na jakiegoś niewidzialnego wroga z groźnym ujadaniem. Trochę komicznie to wygląda, bo piesek najwyraźniej gdzieś wśród przodków miał jamnika, ma króciutkie łapy i zabawnie nimi przebiera kiedy biegnie.

Od pewnego czasu obserwuję go przez okno. Wiem, że to nieładnie podglądać, jednak stworzyłam teorię, że Filip (bo tak wabi się piesek) jest mistrzem PR. I do tego samoukiem!

Leży sobie na trawce, a wokół niego spacerują wróble. Nie żeby spał, oczy ma otwarte i trochę marszczy nos. Trwa to jakiś czas i nic nie wskazuje na to, żeby mu specjalnie przeszkadzały. Ot, sielanka.

Otwieram drzwi i wychodzimy z pannami (jak mawiamy o naszych suczkach) na zewnątrz. Na odgłos otwieranych drzwi Filip zrywa się na równe nogi i rozgania zdziwione wróble na wszystkie strony ze strasznym ujadaniem, które musi oznaczać: „jeszcze raz was tu zobaczę, a wszystkie pióra wam z … ogonów powyrywam!!!”

Po jakimś czasie wracamy do domu. Dyskretnie obserwuję z okna, jak pies się kładzie, a wróble za moment wracają na trawnik i do własnych spraw…

Któregoś razu kiedy wychodziliśmy wróbli nie było. Jakiś jeden siedział sobie na dachu. Filip nie stracił głowy, momentalnie podbiegł do domu i w stronę dachu na tych krótkich nóżkach zaczął podskakiwać, wyszczekując: „sam zejdziesz, czy mam po ciebie iść???”

Reklama

Jedna odpowiedź to “Mistrz PR”

Trackbacks

  •