Wizerunek „koko, koko imprezy”

W ostatnich dniach wiele mówiło się i pisało o werdykcie publiczności, którego mocą polscy kibice piłki nożnej stali się szczęśliwymi posiadaczami hymnu. Wynik plebiscytu, tj. wybór piosenki wykonywanej przez amatorski zespół „Jarzębina” z Lubelskiego, wzniecił wielką dyskusję. Jedni opowiadali się za, uznając piosenkę opartą na motywach ludowych za właściwą formułę, inni byli przeciw, oczekując od hymnu propozycji poważniejszej, ba, nawet utworu o charakterze bogoojczyźnianym.
Dla mnie taki werdykt nie był dużym zaskoczeniem. Po chwili zawahania uznałem wręcz, że „Koko, koko, EURO spoko…” to taki żart, który właściwie nie odstaje od niewyszukanego charakteru międzynarodowej rywalizacji w kopaniu piłki. Spójrzmy przecież na wizerunek mistrzostw budowany przez UEFA i sponsorów. Dominującym tematem nie jest wcale dyscyplina sportowa nazywana piłką nożną, ale picie piwa lub przynajmniej oglądanie meczu przy szklance piwa. Trzech wybitnych piłkarzy czasów minionych: Figo, van Basten i Boniek nie namawiają do dobrej gry, szlachetnej rywalizacji w duchu fair play czy kulturalnego kibicowania, ale do skorzystania z oferty jednego z browarów. Oni wręcz reklamują piwo. Czy nie byłoby ciekawiej, gdyby piłkarze i trenerzy przybliżyli przepisy, czy opowiedzieli o modelach taktycznych stosowanych w grze?  Może udałoby się zainteresować piłką nożną jeszcze szersze grono osób? Podobnym i związanym z poprzednim przykładem jest „serial” o piątym stadionie. W nim krótkie rozmowy przy barze piwnym. Producent filmu, jeden z browarów w Polsce, zachęca do wymiany poglądów przy piwie.
Jako człowieka wychowanego w szacunku do barw narodowych i hymnu państwowego niepokoi, a nawet boli reklama, w której do śpiewania hymnu zachęca pośrednio jeden z browarów (inny od tego z piątego stadionu). To bez piwa Polacy nie potrafią już zaśpiewać hymnu?
Mimo tak komercyjnego wizerunku mistrzostw Europy, najcenniejsze będą emocje sportowe. Jestem kibicem gry w piłkę, ale uznaję i lubię tę grę tylko na najwyższym poziomie. Podobnie do innych kibiców, jestem zadowolony kiedy moja drużyna gra dobrze i z zaangażowaniem. Wtedy potrafię wybaczyć nawet porażkę i przełknąć gorzki smak przegranej. Mam nadzieję, że nasi zaprezentują się godnie. Należy życzyć im, by osiągnęli pod względem sportowym jak najwięcej. Ostrożny optymizm podpowiada: niech to będzie chociaż wyjście z grupy.

Reklama

Komentowanie jest wyłączone