…rodzinnie…

Od kilku tygodni mam Siostrzenicę. Nie po raz pierwszy zostałam ciocią, ale po raz pierwszy ze strony mojej jedynej siostry. Pojawienie się Księżniczki w szeroko pojmowanej rodzinie, gdzie wszyscy pozostali są dorośli musiało spowodować  różne atrakcje.

Na przykład znalazła się okazja do zakupu nowej kreacji. Tak dla odmiany w dość nietypowym kolorze, co skutkowało pewnym problemem z dobraniem butów.

W dzień rodzinnej imprezy, szykując się do wyjścia, westchnęłam sobie: jakże ja tyle godzin w tych niewygodnych butach wytrzymam?

Mój dorosły już synek spytał po prostu: a właściwie dlaczego kupiłaś niewygodne buty?

Na co od córki – również dorosłej – otrzymał jedyną logiczną odpowiedź: żeby to zrozumieć, musiałbyś urodzić się kobietą…

W rodzinie ciągle mówi się o Księżniczce. A to zainteresowała się pluszakiem, a to patrzy za karuzelą, a to próbuje najwyraźniej coś powiedzieć, a to zaczyna się czarująco uśmiechać 🙂

Jest tematem nr 1 każdego spotkania, a jej pojawienie się spowodowało, że jakoś spotykamy się wszyscy znacznie częściej niż przedtem. Na jednym z takich spotkań moja mama, a babcia Księżniczki powiedziała:

jaka ona jest podobna do moich córeczek!

Uśmiechnęłyśmy się obie z siostrą, a mój mąż skomentował:

i wy się cieszycie, a tu trzeba szybko coś zrobić!

Na szczęście, zanim został zlinczowany, zdążył dodać: chodziło mi o charakter.

Na co dziadek Księżniczki, ochłonąwszy z oburzenia, z ulgą rzekł: a, chyba że tak…

 

 

 

Reklama