Feministka

Znacie to uczucie kiedy prawie nowy samochód sygnalizuje, że czegoś chce bo inaczej będzie usterka?

Sądzę, że takie przerażenie pojawia się w oczach większości kobiet, również tych mocno wyemancypowanych. Może jeszcze bardziej w ich oczach, bo kiedy wrócą do domu, nie będą mogły powiedzieć mężowi lekkim głosem: „zajrzyj do samochodu”.

Niepokój jest tym większy, że ignorowanie komunikatu na dłuższą metę, może nas drogo kosztować. A my cierpimy, kiedy trzeba wydawać pieniądze nie na sukienkę, albo bluzkę, albo buty, albo szal…

Więc się przełamała moja przyjaciółka, Pani X i zapytała swojego partnera (z którym jest w nieustannym konflikcie) czy jak się wyświetla OII i trójkąt, to samochód może chcieć oleju. Nie zapytała jednak, jakby była w rozpaczy, ale tak od niechcenia, jakby tylko go sprawdzała.

Bez słowa wyciągnął rękę po kluczyki i dał do zrozumienia, że woli sprawdzić, niż wdać się w zgubną wymianę zdań.

Po powrocie westchnął i potwierdził „jeszcze nie ma minimum, ale chyba chodzi o olej”. Zaproponował też, znajdując się przydatnym, że może kupić olej, tylko trzeba sprawdzić jaki.

Sprawdziła i od razu skonstatowała, że dziękuje, poradzi sobie, bo każdy głupi może kupić, jak już wie co. Skarciłam ją wzrokiem, bo zawsze mężczyznę lepiej traktują na stacjach benzynowych i w sklepach z olejami, ale już powiedziała i natychmiast zapisała nazwę na karteczce na wszelki wypadek.

Ruszyłyśmy załatwiać sprawunki i na poszukiwanie rzeczonego oleju, który miał być w każdym głupim sklepie.

Sprawunki zajęły nam trochę czasu, więc olej doczekał się swojej kolejności na koniec dnia. A tu pech. Pani X zostawiła karteczkę na stole. Nie muszę dodawać, że nie zapamiętała nazwy oleju. Obie do kupy przypomniałyśmy sobie symbol i że syntetyk, ale jakiej firmy??? Oto pojawiła się zagadka.

Nie było po co wchodzić do sklepu bo bez nazwy produktu mężczyźni- sprzedawcy- szowiniści rozłożyliby tylko ręce z nieukrywaną satysfakcją.

Nie poddawała się jednak. Próbowała sobie przypomnieć reklamy oleju, bo przecież na boga na pewno był reklamowany, ale prócz obrazów nic nie przychodziło ani jej ani mi do głowy. „Niemiecki samochód potrzebuje niemieckiego oleju”, amerykański samochód….” ale gdzie tu nazwa… No pomyślże, zdenerwowała się nieoczekiwanie i wrzasnęła ni to do mnie ni do siebie. Ugryzłam się w język, żeby nie przypomnieć, jak łatwo odrzuciła męską pomoc.

Wysiliłam się. I nic. Jedyny olej jaki przychodził mi do głowy, brzmiał jak nazwa stacji benzynowej w pobliżu mojego osiedla. Kolejna nazwa marki jaka przychodziła mi do głowy brzmiała Gillette… no może i związana z mężczyzną, ale z silnikiem samochodowym- ani trochę.

Wróciłyśmy jak niepyszne, bez oleju. A na stole bezczelnie leżała karteczka a na niej prosta jak drut nazwa: TOTAL.

Jestem pewna, że jutro Pani X, nie zapomni karteczki. A rano zapyta swojego partnera, tak od niechcenia, czy jakby się chciało dolać oleju, to czy da się tak bez problemu..

Reklama