W Grodzisku Mazowieckim powstaje koncepcja stu kilometrów ścieżek rowerowych

  r

Grodziscy cykliści mają powody do zadowolenia. Blisko trzynastokilometrowa infrastruktura rowerowa zostanie rozbudowana.

 

W ciągu 120 dni ma powstać koncepcja rozwoju infrastruktury rowerowej i pieszo- rowerowej, którą zlecił ratusz. Opracowanie ma objąć blisko sto kilometrów nowych dróg rowerowych i pieszo -rowerowych.

 

Ścieżki mają być spójnie z już istniejącymi. Zaplanowane zostaną w miejscach o dużym znaczeniu komunikacyjnym ze szczególnym uwzględnieniem odcinków dojazdowych do węzłów komunikacyjnych oraz centrów aktywności lokalnej i węzłów przesiadkowych.

 

Nowe szlaki rowerowe odciążą komunikację samochodową, poprawią jakość środowiska naturalnego oraz wpłyną na bezpieczeństwo. Przy opracowaniu koncepcji uwzględniona zostanie lokalizacja parkingów dla rowerów, lokalizacja miejsc odpoczynku, lokalizacja punktów wypożyczania rowerów.

 

Koncepcję przygotuje wybrana w wyniku procedury zamówień publicznych firma M&G Consulting Marketing z Warszawy, za cenę 49138,50 zł brutto.

 

Nowe ścieżki ucieszą rowerzystów amatorów i zawodowych cyklistów, których w Grodzisku nie brakuje.

 

Pierwsza ścieżka rowerowa na terenie Gminy powstała ponad dziesięć lat temu na odcinku z Grodziska Mazowieckiego do Milanówka. Kolejne budowane były także przy okazji remontów dróg, w następnych miejscach. -Naszym zadaniem jest to, żeby wszystkie nasze drogi zostały wyposażone w ścieżki rowerowe- podkreśla Piotr Galiński zastępca burmistrza miasta. Sam także jak tylko jest to możliwe przesiada się na rower i wyrusza najczęściej z Natolina do Grodziska Mazowieckiego.

 

J&A Media

 

Reklama

Jedna odpowiedź to “W Grodzisku Mazowieckim powstaje koncepcja stu kilometrów ścieżek rowerowych”

  • Rowerzysta

    Jeżdżę rowerem szosowym po drogach przez okrągły rok od 25 lat. Jeżeli ktoś chce jeździć rowerem szybko i bezpiecznie, nigdy nie wybierze ścieżki rowerowej. Nie da się nią dojechać tam, gdzie się chce. Trzeba cały czas wjeżdżać i zjeżdżać na jezdnię. Ścieżka stale krzyżuje się z jezdnią, więc można też łatwo wjechać pod samochód. Jest nieoświetlona lub źle oświetlona, nierówna, brudna, pokryta śniegiem, lodem, śmieciami lub liśćmi. Zagrożeniem dla rowerzysty na ścieżce są przechodnie, biegacze, dzieci, rolkarze, psy i inni rowerzyści, bo nikt nie zachowuje tu takiej ostrożności jak na najezdni.

    Rowerzysta jadący jezdnią nie ma większości z tych problemów – musi tylko uważać na dziury i zachować ostrożność przy zmianie pasów oraz na skrzyżowaniach. Nigdy nie były mi również potrzebne żadne pasy rowerowe. Jest to pomysł niemal równie szkodliwy jak ścieżki rowerowe: ogranicza szerokość jezdni dostępnej dla samochodów, a pas rowerowy staje się rodzajem pobocza, na którym zbiera się wszelki brud i breja śniegowa.

    Rachunek strat jest następujący: Miasto zadłuża się, żeby wybudować ścieżki i pasy rowerowe i będzie wyrzucać w błoto kolejne miliony na ich utrzymanie. Kierowcy mają mniej miejsca na jezdni, jeśli są na niej pasy rowerowe. Jeśli nie ma pasów, ale gdzieś w pobliżu jest ścieżka, to trąbią na rowerzystów, którzy w niczym im nie przeszkadzają. W efekcie rośnie wzajemna „życzliwość” użytkowników dróg. Krótko mówiąc, ścieżki i pasy rowerowe są przekleństwem dla rowerzystów, kierowców i wszystkich innych, którzy za to płacą. Gdybym mógł je zlikwidować (z wyjątkiem szczególnych przypadków), to zrobiłbym to natychmiast. W Polsce (w odróżnieniu od np. Austrii) zwieńczeniem całej tej głupoty jest przepis, że rowerzyści mają obowiązek, a nie prawo, jeździć po ścieżkach, jeśli gdzieś w pobliżu takie się znajdują.

Trackbacks

  •