W Szwajcarii pod wiatr

Zaczelo sie banalnie i niewinnie.
„Patrze za okno, wiatr wieje, slonce swieci, ech, poszloby sie na zagle“….kliknalem, by wyslac maloslowny ale wiele mowiacy mail do mego przyjaciela, oddalonego o wiele kamieni milowych.

Jak to on, w niecale pare minut pozniej odeslal mi odpowiedz. „No to idz na Thunersee, zorientuj sie jak to jest z takimi co chca zeglowac“. A do maila, bedac praktycznym czlowiekiem dolaczyl ogloszenie o lodce do sprzedazy.

W sumie…pomyslalem sobie…dlaczego nie, choc juz w duchu watpilem, czy sprawa moze byc rzeczywiscie tak prosta.
Skontaktowalem sie ze sprzedawca, dogadalismy sie w ciagu paru minut do ceny, ktora naprawde byla przystepna, inwestycja byla mniej obciazajaca budzet niz zakup roweru.

Rownolegle, wyslalem maila do kantonalnego zarzadu drog i jezior, z zapytaniem, czy moj patent skippera, wydany w Polsce, bylby uznany w Szwajcarii. I z tej strony blyskawiczna reakcja, jednak juz w tonacji „be-mol“, albowiem polskie licencje nie sa przez Szwajcarie honorowane. Trzeba zapisac sie do szkoly zeglarskiej, zdac teorie i praktyke zeglowania po odbytym kursie. Nie mozna przystapic do egzaminu, ot tak. Na wietrze tez Szwajcarzy umieja zarabiac.

„Aby zeglowac tym jolem, ktory ma powierzchnie zagla mniejsza od 15 metrow kwadratowych, nie musisz miec patentu“, zdazyl juz sie Bogus zorientowac, moj wspomniany przyjaciel z oddali.
O! Zatem jednak jest rozwiazanie problemu, pomyslalem. Po czym ponownie skontaktowalem sie ze sprzedawca.
Lodz bylaby do odbioru natychmiast. Sek w tym, ze naprawde do odbioru. Musialbym ja albo zwodowac, albo odjechac z nia na przyczepce.
Przyczepki nie mam, nie mam nawet haka w moim aucie. Nawet gdybym mial, musialbym szukac miejsca, gdzie moglnbym przyczepke z lodka postawic, a miejsce na ziemi szwajcarskiej,jak wiadomo jest na wage zlota.

Co zas dotyczy zwodowania…jedno z zeglarskich powiedzen na pozegnanie brzmi: „Zycze tyle samo odejsc co dojsc do portu“. I w tym szkopul tych szwajcarskich wod.

Aby wynajac miejsce w przystani, trzeba zapisac sie na liste oczekujacych. Tradycyjnie, listy te otwierane sa do zapisow 1. Stycznia kazdego roku. Kolejnosc umieszczania na liscie jest poddana scislym kryteriom, dajac pierwszenstwo tym, ktorzy mieszkaja tuz przy jeziorze, nastepnie tym,ktorzy mieszkaja w danym miasteczku, itd. Spelnilbym kryteria przedostatnie w kolejnosci, nie bedac Szwajcarem, ale posiadajac klase cudzoziemca „C“ i „na szczescie“ mieszkajac w kantonie Bern. I juz, juz chcialem sie zapisac….kiedy padlo pytanie: A ma pan patent szwajcarski? Ano nie mam, mam patent polski, od 1979 roku. A to nie wazne. Ale moze jest pan wlascicielem zarejestrowanej i ubezpieczonej jednostki plywajacej? No nie jestem, bo nie mialbym gdzie tej jednostki przycumowac. No coz, to nie moze sie pan wpisac na liste.

Odchodzac, zostawialem sliczna „jolke“ za plecami. I wyraznie czulem na nosie, ze ide pod wiatr.
Mazury3

Reklama