Zaplakany PESEL

Minionej nocy dlugo obracalem w dloniach moj nowiutenki paszport.
Przypominalem sobie pierwsze lata zycia na emigracji, 1987 rok. Wsrod dzielacych ze mna los ludzi, ktorzy z takich czy innych powodow opuscili PRL, zaczela wtedy panowac „moda” na wysylanie do ludowopolskiej Ambasady w Niemczech, bez adresu zwrotnego, przecietych na pol paszportow.

Kiedy probowalem sie od nich dowiedziec sie dlaczego to robili, zaskakiwaly mnie ich odpowiedzi. Otoz nie czynili tego z pobudek buntu wobec wladzy robotniczej, ale by dac wyraz temu, jak bardzo czuja sie obywatelami ich nowej ojczyzny. Czesto ci sami ludzie, niewiele wiedzieli o tej ich nowej ojczyznie, nie mowiac juz o wladaniu nowym jezykiem ojczystym.

Patrzono sie na mnie troche jak na zdrajce, kiedy cieszylem sie jak dziecko po uzyskaniu dokumentu juz teraz nieistniejacego, a wtedy zwanego paszportem konsularnym. Byl taki ladny, w kolorze wisniowym, ze z wielka doza pieczolowitosci wygrawerowalem orzelkowi nan widniejacemu korone. Wlasciwie moj paszport sprzed prawie 30 lat jest bardzo podobny do tego, ktory tej nocy mietosilem w reku.

Przyznam sie, ze zawod 24 maja byl dla mnie gdzies tam w srodku tak wielki, ze przez pare dobrych godzin zastanawialem sie, czy nie wyslac powyzej juz wiele razy wymienianego dokumentu panu Dudzie. Bez adresu zwrotnego, ale za to w calosci. Z mysla o recyclingu.

Kiedy zwierzylem sie z mego zamiaru osobie, z ktora przed laty laczyla mnie rowniez i praca w podziemiu, a z ktora dziela mnie dzis jak na razie poglady polityczne, poradzila mi, zebym przemyslal ten gest. Bo emocje nigdy nie sa dobrym doradca. Poniewaz tak bardzo jak pogladow politycznych tej osoby absolutnie nie podzielam, tak bardzo jednak z jej zdaniem sie licze, wiec przewracalem ten paszport na lewo i na prawo, wkladalem i wyciagalem z koperty juz nawet zaadresowanej.

I nagle, ni stad ni zowad, wydalo mi sie, ze uslyszalem cichutenki szloch. W domu bylem sam, pies juz sobie w kacie chrapal, kaczki na brzegu rzeczki czekaly spokojnie na swit…wiec co?
Dopiero po dobrej chwili, kiedy moje zdumienie minelo, zdalem sobie sprawe, ze to moj PESEL tak smutny byl. Byl wprost zrozpaczony, bo wyczul dobrze moje intencje pozbycia sie go.

A jeszcze nie tak dawno tak dobrze obaj zapoznalismy sie wzajemnie. Mimo, ze mieszkam poza granicami Polski, jak mi to wielu i tu w komentarzach wypomina, nie jestem oderwany od polskiej rzeczywistosci. Kiedy wlasnie zaczalem w tej polskiej rzeczywistosci aktywnie uczestniczyc, okazalo sie, ze dotad mi nieznajome slowo PESEL jest niczym okrzyk Ali Baby „Sezamie otworz sie” wobec wszelkich wrot urzedowych.

Jak bardzo bylem zaskoczony, kiedy dowiedzialem sie ze numer Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności ma swe zrodla w wydarzeniach marcowych z 1968. Wtedy to sluzby organow bezpieczenstwa (popularnie „bezpieka”), zapragnely rejestracji kazdego obywatela, by latwiej go kontrolowac i w razie potrzeby represjonowac. PESEL nazywal sie owczas MAGISTER, zmienial swe imiona w trakcie lat, ale dzielnie przebijal sie przez zawieruchy polityczne jak stan wojenny, dorastal i dojrzewal w rownie szybkim tempie jak dojrzewala baza informatyczna panstwa ludowego.

„W koncu wszystko bedzie dobrze, a jezeli jeszcze nie jest dobrze, to znaczy , ze to jeszcze nie koniec”, mawiaja Niemcy. Podobnie i w przypadku PESELu, kiedy juz orzelek wolnej Rzeczpospolitej odzyskal swa korone, a Rzeczpospolita swoje miejsce wsrod wolnych narodow Europy, nowoczesny system ewidencyjny ludnosci stal sie niezbedny, tym razem, jak to nas przekonuja, dla naszego dobra. Wladanie na pamiec numerkiem PESELu, a zatem nasza oczywista zgoda na nieustanna kontrole w imieniu tajemniczego Wielkiego Brata, otwiera nam wszelkie drzwi za ktorymi czekaja juz zdyscyplinowanie uniesione i zyczliwie do nas nastawione upragnione pieczatki.
Kiedy tak dowiedzialem sie historii tego peselka, przyznam, ze nie sposob bylo go nie polubic.

I teraz go najwyrazniej zasmucilem. Zdawalo mi sie, ze nawet mial taka niesmiala ochote na ostatnia rozmowe przed rozdzierajacym pozegnaniem.

„I to z powodu tego Dudy chcesz sie mnie pozbyc? Nie bylo Dudy, bylem ja, twoj PESEL. Nie bedzie Dudy, bede wciaz ja, twoj PESEL….no, co ty?…” zdawal sie z glebi koperty mamrotac..
„No tak peselku, Duda to jedno…ale zebys ty wiedzial….”…szepnalem mu ze scisnietym sercem.
„Przeciez mozesz mi wszystko powiedziec, sam wiesz, znasz mnie na wylot i na pamiec…”
„Bo widzisz peselku, ja sie dzis dowiedzialem, ze ci kandydaci na najpiekniejszy urzad w naszym kraju, naprawde klamia podczas ich kampanii wyborczych”
„Ach, no wiesz, nie takie ja kampanie przezylem jako PESEL, czy jak mnie tam wtedy zwali. O klamstwach takich ludzi moglbym tomy ksiazek pisac. A ktore to klamstwo tak teraz cie ubodlo?”

No i opowiedzialem mu. Tak jak bylo. O tym, jak to Prezydent Komorowski jednego dnia zapowiada reforme emerytalna, z ktora osobiscie tez nie za bardzo sie zgadzalem, a nazajutrz po wyborach ta sama ekspresowa reforme jednym zdaniem wycofuje.
Zdawalo mi sie, ze jeszcze wciaz zaszlochany PESEL, ze zrozumieniem kiwal cyfra kontrolna, na samym jego koncu.

Po krotkiej z nim naradzie, postanowilem paszport wlozyc do szuflady. Tuz obok tego staruszka konsularnego z wygrawerowana korona.
A Panu Prezydentowi, w moim i mego PESELu imieniu chcialbym powiedziec:

„Drogi Panie Prezydencie. Noblesse oblige. Jezeli juz Pan glupote palnal, miejze Pan na tyle odwagi, by wyjsc przed ludzi i im Panskie motywy wyjasnic. W przeciwnym wypadku, nie tylko miliony obywateli, ale nawet moj PESEL, ktory nie takie czasy widzial, beda Pana o klamstwo wyborcze podejrzewac.”

Reklama