Kontyngent losow ludzkich

Na scenach parlamentarnych Unii Europejskiej trwaja slowne potyczki i szturchania.
Wlochy i Grecja stwierdzily, ze Europa musi w koncu dokonac przeistoczenia slowa w cialo i dac dowody solidarnosci miedzynarodowej wobec swoich krajow czlonkowskich. Choc rzeczywiscie, ten ostatni wymieniony kraj na brak dowodow solidarnosci w ciagu ostatnich paru lat nie mogl narzekac.

Masowy exodus ludzi z regionow wojny i nedzy wyrazany jest w eskponencjalnie rosnacych liczbach tych, ktorym udalo sie przeprawic i tych, ktorzy padli ofiarami zywiolu dzielacego nasze kontynenty.

A ze ani Wlochy ani Grecja prezna ekonomia nie moga sie pochwalic, zatem dosc szybko dramat uciekinierow moze stac sie problemem gospodarczym obu tych krajow, ktore nagle w morzu Srodziemnym czy Egejskim dostrzegly nie tylko miliardowe dochody z gospodarki turystycznej. Zreszta ta ostatnia zdaje sie rowniez cierpiec, bo mnoza sie wywiady z turystami znad bialych plaz i lazurowych wod, narzekajacych na nieustannie przewijajace sie starozytnymi uliczkami halasliwe i brudne tlumy. Z pewnoscia widok brudasow, i jeszcze w takiej ilosci, moze popsuc apetyt podczas zasluzonego poludniowego lunchu.
Zapewne tez i w imieniu tych zniesmaczonych turystow, premier Renzi uderzyl dlonia w europejski stol mowiac stanowczo z wdziecznym poludniowym akcentem „basta!“.

maroko maly canoc 125

I w ten oto sposob pojawilo sie slowo, ktore natychmiast zostalo ogolnie przyjete, przekazywane przez media bez szczypty protestu, slowo, ktorego ja nienawidze, jezeli jest ono uzywane w kontekscie losow czlowieka.
„Kontyngent“ Slownik Jezyka Polskiego definuje nastepujaco: „Urzędowo określony limit ilości towarów danego rodzaju, jaką wolno rocznie wywieźć lub wwieźć z lub do jakiegoś kraju. Może też określać ilość towarów, które w danym roku mogą zostać sprowadzone z zagranicy bez cła.”
Jest to slowo odnoszace sie do rzeczy materialnych nieozywionych, ogolnie mowiac opisujace dana ilosc danego TOWARU.

maroko maly canoc 126

Oburzylem sie bardzo jakies 3 lata temu, kiedy Szwajcaria posluzyla sie tym terminem, by okreslic ilosc cudzoziemcow, ktorym laskawie mozna zezwolic na wjazd w celach zarobkowych do tego kraju mlekiem i zegarkami plynacego. Nawiasem mowiac, „kontyngent na Polakow” wynosil w 2014 roku 2200. Osob oczywiscie.
Ostatnim rezimem, ktory uzywal tego slowa w odniesieniu do ludzi, byla Trzecia Rzesza.
Po Szwajcarii, ktora z demokracja i wolnoscia nie ma wiele wspolnego, wolna i demokratyczna Europa, jednoglosnie i jakby bez glebszego zastanowienia , wprowadzila to okreslenie jako podstawowe narzedzie w dyskusji o losach ludzi.

Jezeli wierzyc polskim prawicowym pseudomediom, doszlo prawie do rekoczynow miedzy panami Tuskiem a Junckerem, wlasnie w sprawie „kontyngentu” uchodzcow przypadajacemu na kraje Europy Srodkowej i Wschodniej.

Nie chcemy ich.
Mamy dosc swoich problemow, niepotrzebne nam sa problemy importowane.

maroko maly canoc 130

Nie mozna jednak powiedziec, ze Polacy sa bezlitosni. Owszem, polscy politycy zgadzaja sie na przyjecie pewnej ilosci (kontygentu) uchodzcow. Z Syrii. I tylko chrzescijan. Chyba w imie tej slynnej milosci chrzescijanskiej. Taki ideologiczno-religijny chow wsobny.

Polscy politycy usiluja w miare mozliwosci nie draznic elektoratu, szczegolnie podczas kolejnego okresu przedwyborczego. Zatem nie otwarcie, ale tak polgebkiem, daja do zrozumienia, ze niby tolerancja i milosc blizniego moja jakies tam priorytety, ale w sumie to jednak chodzi o ta katolicka Polske, by pozostala dla katolickich Polakow.

Baalbek2013

Gdyby tak stanac na abstrakcyjnym podwyzszeniu, skad moglibysmy objac sumieniem losy polskiego narodu…

Po upadku powstania listopadowego, w 1831 roku zaczela sie pierwsza Wielka Emigracja. Kraj opuscilo wtedy ponad 10 tysiecy osob. Emigrowala tez polska mysl i kultura, z Ksieciem Czartoryskim, Mickiewiczem, Chopinem czy Slowackim.

Po II Wojnie Swiatowej, wskutek jaltanskiej partii Monopoly rozegranej miedzy Stalinem, Roosveltem i Churchillem, granice Polski zostaly bezsensownie znieksztalcone. Narodziny potworka geopolitycznego, zwanego PRLem odbyly sie w bolach masowych przesiedlen, wygnan i zeslan. Komunistyczna propaganda zaowocowala paradoksalnie tez w imigracji, szczegolnie Zydow polskiego pochodzenia, ktorych po wojnie wrocilo do PRLu okol 300 tysiecy. Pare lat pozniej, w 1968 roku, 25 tysiecy Zydow znow zostanie wygnanych gdzie pieprz rosnie, w imie polskiej i socjalistycznej milosci do blizniego.

W 1950 roku, Niemcy otwarly wrota dla wysiedlencow pochodzenia niemieckiego. Z komunistycznej szarosci ucieklo wtedy ponad 5 tysiecy ludzi. Te niemieckie wrota zostaly otwarte bardzo dlugo, a im bardziej czas mijal, tym mniej tych wysiedlencow o niemieckich korzeniach wladalo jezykiem Goethego czy Schillera. W latach 80-tych niemiecki paszport dla wielu Polakow majacych szanse na jego uzyskanie, byl jednym z najbardziej upragnionych dokumentow.

Jednak istna fala polskich tulaczy zalala Zachodnia Europe i reszte Swiata w latach 80-tych. Mundurowe i tajniackie zbiry stanu wojennego zamknely tysiacom Polakow mozliwosc powrotu do kraju na szereg lat. Wielu emigrantow zdazylo juz zalozyc rodziny w ich nowych ojczyznach z przymusowego wyboru. Dla wielu z tych ludzi Polska stala sie juz po odzyskaniu wolnosci, tylko jednym z krajow w ktorym mozna spedzic urlop.
Ocenia sie, ze w latach 80-tych Polske opuscilo 250 tysiecy ludzi. Wiekszosc z nich do Polski juz nie wrocila.

Emigracja czasow wolnej Polski jest duzo bardziej wieloznaczna i bardziej specyficzna w porownaniu z poprzednimi epokami.
Cecha charakterystyczna tej emigracji jest fakt, ze powrot do kraju jest w kazdej chwili mozliwy, bez obawy mozliwych represji ze strony sluzb bezpieczenstwa. Paszporty leza w szufladach mieszkan obywateli, nie trzeba juz wystawac w kolejkach tygodniami pod drzwiami komend milicji obywatelskiej.

Glownym celem wyjazdu za granice jest motyw zarobkowy. Jedynie bardzo niewielka czesc emigrujacych podaje motywy swiatopogladowe, chodzi tu szczegolnie o mniejszosci o tzw „innych orientacjach seksualnych”, ktore w Polsce napotykaja jezeli nie wrogosc to z pewnoscia nietolerancje i niezrozumienie.

Kiedy przegladalem publikacje Glownego Urzedu Statystycznego, docierajac do definicji Emigracji, na podstawie ktorej sa podawane wlasnie te liczby, poczulem sie, jakbym dostal obuchem w leb.

Otoz, w Polsce definiuje sie emigracje jako wyjazd poza granice kraju na okres powyzej 3 miesiecy…a do 2006 roku, definicja obejmowala osoby opuszczajace Polske na okres powyzej 2 miesiecy.

W ten sposob, najwieksza fala emigracji siegnela swego zenitu wzrostem o 500 tysiecy ludzi w czasach 2005-2007, czyli podczas rzadow PIS. W okresie 2008-2010 nastapilo wyraznie spowolnienie tempa emigracji, by znow sie nasilic w 2013. GUS podaje, ze w 2013 roku, liczba czasowych emigrantow wynosila 2 196 000 osob, o 3,1% wiecej niz w 2012 roku, tym samym siegajac poziomu z lat 2005-2007.

Tymi cyframi szermierza politycy, obrzucajac sie wzajemnie licytacja, za ktorych to rzadow wiecej Polakow „emigrowalo”.
Pusty smiech mnie ogarnal, kiedy zagladnalem za kulisy liczb tej tzw emigracji za czasow wolnej Polski.

Prawdopodobnie swiadomie, dla celow czysto politycznych, zmanipulowano etymologie slowa „emigracja”. Emigracja (ex, migratio = wyjazd, z) nosi w sobie znamie ostatecznosci, bez mozliwosci szybkiego (jezeli w ogole) powrotu. Jest smiesznym, kwalifikowac wyjazdy zarobkowe n.p. na 4 miesiace w roku do miana emigracji. Bardziej stosownym jest tu termin migracji, oznaczajacy mozliwosc swobodnego poruszania w dowolne strony, tak w kierunku wyjazdu jak i powrotu.

Reprezentuje pokolenie emigrantow z lat 80-tych. Wtedy opuszczalo sie kraj, nie wiedzac kiedy i czy w ogole don wrocimy. Poniewaz moja rodzina byla na tzw czarnej liscie, wiec az do odwilzy, kontakt miedzy nami byl utrudniony. Do tego stopnia, ze kiedy bardzo za soba pewnego razu zatesknilismy, spotkalismy sie umowionego dnia o umowionej godzinie po dwoch stronach nrd-owskiego plotu, patrzac przez lornetki jak do siebie machamy.

Modne teraz jest tez biadolenie nad tymi ojcami, ktorzy zmuszeni sa do pracy zarobkowej za granica, by wyzywic swoje dzieci w Polsce. No coz, ja pamietam czasy, kiedy to wlasnie dzieci, raczej mlodziez, wyjezdzala na Zachod, by tam podczas wakacji pracowac na czarno. Na przyklad kopiac groby na niemieckich cmentarzach, zbierajac francuskie winogrona, czy malujac norweskie ploty. Zarobione pieniadze ci mlodziency przywozili do Polski, by pomoc swym rodzicom w perelowskiej codziennosci.
Kiedy w zachodniej Europie wyjazdy czasowe za granice sa czyms powszednim i normalnym, w Polsce obarczone sa pietnem hanby i dramatu uchodzctwa polskiego.

Zarobkowa migracja (nie mylac z E-Migracja), bedzie tak dlugo istniala, jak dlugo granice pozostana otwarte i jak dlugo przepasc w zarobkach bedzie istniala. Poniewaz kraje zachodniej Europy maja okolo 50-letnia czasowa przewage ekonomii, mysle ze jeszcze troche to potrwa.
Kazdy rozsadek, cieszacy sie jako takim zdrowiem, powinien jednak buntowac sie, kiedy manipuluje sie liczbami zarobkowych migrantow, chcac tym samym udowodnic w jakich to zgliszczach Polska lezy i jak to rzad polski niszczy polska rodzine. Nawet w oficjalnych statystykach GUSu mlodziez z lat 80-90 tych, wyjezdzajaca na 2-3 miesiace na „Sachsy”, nie zostala wliczona w poczet emigrantow.

Jestem bardzo ciekaw, jak by „kontyngent” emigrantow nowozytnych wygladal, gdybysmy czas definiujacy emigracje wydluzyli np. do 5 lat, zamiast do 3 miesiecy.

No i masz…”kontyngent” sie pojawil.
Posluze sie teraz liczbami tak samo perfidnie i niechlujnie jak to robia politycy polscy, niezaleznie od przynaleznosci partyjnej, bo w tym przypadku wart pac pajaca.
Wedlug roznych danych, osob przyznajacych sie do narodowosci polskiej a mieszkajacych poza granicami kraju, jest okolo 8 milionow. Objeci ta liczba sa zarowno nowozytni 3-miesieczni „emigranci” jak i ci, ktorzy jak ja, wieksza czesc swego zycia poza Polska spedzili.

Ofiarowalismy Swiatu taki troche zatruty podarunek. Jak wiadomo, polscy emigranci nie tylko pozytywnym przykladem swiecili.
Czy zrobilsmy to dobrowolnie? Podobnie jak Irlandczykow, Szwedow, czy inne emigracyjne narody, zmusila nas do tego historia i jej pozbawione litosci szpony.

Polacy zawsze jednak miejsce swoje pod jakims niebem znalezli, chroniac sie od roznych politycznych zawieruch. Mamy wobec Swiata, jako narod emigracyjny „par exellence” ogromny dlug wdziecznosci.
Ktoz by pomyslal, ze nadejda takie czasy, ze to do Polski beda chcieli przyjechac ludzie uciekajacy przed smiercia, glodem, nedza?
I oto, zamiast otworzyc ramiona, przyjac ich tak, jak nas przyjmowal przez wieki caly Swiat, my wyklocamy sie o „kontyngent”, na stan obecny opiewajacy na dosc przejrzysta liczbe 2600 osob.

Jeszcze nie tak dawno, Polacy mieli za zle premierowi Tuskowi, ze nie dosc stanowczo bronil naszych rodakow przed decyzjami premiera Camerona, chcacemu ukrocic oszustwa i naduzycia socjalne polskich pseudoemigrantow.

maroko maly canoc 127
Teraz zas boimy sie o nasz polski chleb, o nasza tozsamosc kulturowa, o nasza swieta religie, ktore to moga stac sie celem ataku ze strony obcych przybyszy. Przeciez to nawet nie Zydzi (choc i to byloby nie do pomyslenia), ale wrecz czarnoskorzy, modlacy sie moze to tego terrorysty zwanego Allahem!

Mysle, ze jezeli ktos, kto tak bardzo w tej chwili jest przeciw przyjeciu w Polsce tulaczy z krajow nedzy, przeszedlby sie wsrod namiotow Libanu, zobaczylby kobiety rodzace na goracym piasku, sluzacym wobec braku wody za glowny srodek higieniczny, gdyby ten ktos zobaczyl wyglodzone i poranione idiotyzmem wojny dzieci, gdyby tez ten ktos doswiadczyl jak o swicie ci ludzie, ktorzy stali sie niekiedy w ciagu jednej nocy nedzarzami, klecza pod jeszcze rozgwiezdzonym niebem wychwalajac ich Boga, dziekujac mu za przezycie…mysle ze ten ktos splonalby w swej duszy ze wstydu.

Baalek2013

Przedstawiciele Polski jarmarcza teraz w Brukseli o objetosc kontygentu uciekinierow.
Wydaje sie, ze zapomnieli o ogromnym kontygencie dlugu moralnego zaciagnietego wobec calego Swiata podczas wielu wiekow historii Polski.

Reklama