Ad maiorem eccclesiae gloriam..

…trudno bowiem mowic o „wiekszej chwale bozej“, poruszajac temat, ktory mna dzis wzburzyl.

Moje niepokorne palce pala sie, aby zaczac ten wpis od epitetu okreslajacego zakute lby….kiedy i to porownanie raczej jest tu nie na miejscu, bo ciemienia, o ktorych mowa nie sa bynajmniej niczym zakute, raczej nakryte welnianymi kapturami mnisich habitow.
W numerze 45 czasopisma Polonia Christiana ukazalo sie 6 artykulow pod wspolnym nominalem „Sa wsrod nas dawcy mimo woli“. Glownym moderatorem tego cyklu artykulow wydaje sie byc ojciec Jacek Norkowski, dominikanin.

Nie chce omawiac tu szczegolowo tresci kazdego z tych artykulow, jednak ich wspolny tytul, umieszczony na pierwszej stronie tego czasopisma mowi sam za siebie. Oczywiscie, zainteresowanych odsylam do tegoz numeru.

Autorzy tych wywodow pomieszali skrzetnie i wydaje sie po prostu zlosliwie, polprawdy, legendy, plotki, nawet pojedynczy wywiad z jedna z pacjentek przeprowadzony nomen omen przez telewizje „Trwam“, by skonstruowac pachnacy histeria atak na transplantologie. Nie omieszkali tez rzucic na lewo i prawo pomowienia pod adresem transplantologow, sugerujac „kwitnacy biznes przeszczepami organow“.

O kwitnacym biznesie przeszczepow w przypadku przynajmniej polskiej transplantologii, mowy byc nie moze.
Miedzy innymi dzieki watpliwej zasludze pewnego bylego ministra sprawiedliwosci o nazwisku Ziobro, ktory probujac niszczyc kariere i zycie polskiego kardiochirurga (cyt.: „ten pan juz nikogo nie zabije“), na pare dobrych lat sprowadzil transplantologie polska do zapasci. Na nic juz sie zdalo, ze kardiochirurg proces o znieslawienie wygral, ze pan Ziobro byl zobowiazany publicznie tego lekarza przeprosic. Wielu potencjalnych biorcow, dzieki panu Ziobrze zmarlo, nie doczekawszy sie upragnionego organu. W 2006 roku liczba przeszczepow w Polsce spadla do 983, dopiero pod koniec 2012 liczba wzrosla do okolo 1500. Niekiedy mam watpliwa przyjemnosc ogladac pana Ziobro w telewizji, nie wydaje mi sie wowczas, by te fakty spedzaly mu lomotaniem sumienia sen z powiek.

Poczatki polskiej tranplantologii serca byly tez bardzo trudne. Kiedy zespol Profesora Religi na poczatku lat osiemdziesiatych w Zabrzu, pioniersko torowal droge tej domenie medycyny, na Slasku szerzono plotki o czarnej woldze, ktora wylapywala na chybil trafil dawcow serc…

Wydawaloby sie, ze te lata ciemnoty mamy za soba.

Mimo pierwszych zwiastunow, ze jednak tak nie jest (przypomne wywody pani Wrobel, zalacej sie, ze zarodki nie sa pytane o zdanie czy chca byc zamrazane), wlasciwie nikt nie wpadlby na pomysl, ze dzis juz bedaca standardem medycznym metoda leczenia jaka jest transplantacja, moze zostac poddana w watpliwosc.

A jednak ojciec Norkowski i jego kongenialni wspolautorzy zdecydowali sie na wygloszenie tezy, iz pobierane organow od osob, u ktorych stwierdzono smierc mozgowa, jest wykradaniem organow z zyjacego ciala czlowieka.
Nie wiem czy celowo, czy tez po prostu z niedouczenia, mineli sie ci panstwo z definicja smierci czlowieka.

Stara definicja, obowiazujaca od zarania dziejow nauki, tej swieckiej i tej „koscielnej“, mowila jeszcze o zatrzymaniu krazenia jako dowodzie ustania funkcji zyciowych czlowieka.
Obowiazujaca „nowa“ definicja, ktora znal i propagowal tez papiez Jan Pawel II, mowi o stwierdzeniu smierci czlowieka w momencie udowodnionego ustania czynnosci pnia mozgu, co nie wyklucza, przynajmniej przez pewien czas, jeszcze funkcjonujacego ukladu krazenia.

Tym samym, opierajac sie na nieprawdzie, na braku wiedzy, na uslyszanych plotkach i legendach, probuja ci panstwo zadac kolejny cios nie tyle transplantologom, ktorzy nota bene nie przeszczepami zarabiaja na swoje zycie, ile tysiacom pacjentom, przykutych do foteli dializacyjnych, do sztucznych serc (jezeli mieli szczescie takowe otrzymac), czy po prostu pacjentom nie mogacych z lozka ruszyc nawet jednym malym palcem, a co dopiero mowic o mozliwosci protestu z ich strony wobec tak wierutnych i krzywdzacych bzdur.

Wydaje mi sie niekiedy, ze Kosciol w Polsce z paroletnim opoznieniem dostal niczym przyslowiowym obuchem, stworzona rowniez przez czlowieka, antymateria w leb. Jak na razie tez i w temacie ciagle na nowo powstajacej antymaterii w otchlaniach sztucznego wszechswiata, jakim jest przyspieszacz czasteczek, polski Kosciol milczy. A to mnie dziwi, bo to przeciez jest dopiero temat na dyskusje o szatanskim dzialaniu wbrew bozej woli ze strony tej miernoty, jaka wydaje sie byc w oczach polskiego Kosciola czlowiek.

Zatem po tym kuksancu ze strony antymaterii rodem np. z Genewy, Kosciol w Polsce usiluje cos tam ciagle przebakiwac w sprawach nauki. Choc slowo „przebakiwanie“ jest zupelnie nie na miejscu, zwazywszy, ze biskupi nawet komunii swietej nie chca wkladac do ust ludziom, ktorych mysli nie sa zgodne z „nauka“ wypelzajaca spod komz i sutann.

Czy historia kolem sie toczy? Mysle, ze niekiedy tak. Szczegolnie wtedy, kiedy probuje sie kolem lamac nowe i smiale tezy naukowe, bedace wyrazem geniuszu i ciekawosci czlowieka, ktorego przeciez Bog stworzyl na swoj obraz.
Kiedy w pietnastowiecznej Hiszpanii, przepelnionej zarliwa wiara krolowej Isabelli, ktorej Bog nakazal wypedzic lub wytepic wszystkich Zydow, nagle zabraklo lekarzy, z prostego powodu, bowiem lekarze wywodzili sie wlasnie sposrod Zydow, nikt sie w tym bogobojnym kraju wtedy tym nie przejal. Podobnie tez nikogo nie obchodzilo, kiedy na poczatku szesnastego wieku, w Portugalii w wyniku pogromow Zydow w imie tego samego Boga milosiernego, zabraklo nawigatorow i astronomow. A trzeba wiedziec ze to wlasnie Portugalczycy byli autorami nawigacji morskiej…Ba, jezeli ktos mial wtedy pecha i okazal sie dobrze zapowiadajacym sie astronomem lub nawigatorem, nawet bez sladow obrzezania, stawiany byl przed sad Inkwizycji pod zarzutem zbrodni bycia Zydem.

Inkwizycja, ktorej glownymi protagonistami byli dziwnym trafem rzeczy, dominikanie, spowodowala zatrzymanie rozwoju nauki i techniki na polwyspie iberyjskim na przestrzeni wielu pozniejszych wiekow. W niektorych uczelniach tych krajow dopiero koniec II-giej Wojny Swiatowej polozyl kres szerzeniu zabobonow.

Kiedy teraz czytam i slucham, o biskupim zakazie udzielania komunii swietej politykom nie bedacym „po linii“, o wymogu publicznej samokrytki, kiedy czytam slowa polskiego dominikanina mowiace o wyrywaniu organow z cial zywych Polakow…nie moge sie oprzec wrazeniu, ze na karku czuje goracy powiew ognia stosow Sacrum Officium.

Na szczescie, bardzo szybko na te artykuly o sredniowiecznej mysli zareagowali polscy transplantolodzy, z profesorem Zembala na czele, publikujac list otwarty w obronie transplantologii: http://www.poltransplant.org.pl/

Jestem ciekaw, kiedy poznamy opinie juz nam znanych ekspertow w wielu dziedzinach, tym razem w dziedzinie transplantologii i etyki lekarskiej, jak panow Gowin, Ziobro, czy tez mojej ulubienicy pani Marzeny Wrobel.

Sila rzeczy, musze tez myslec o slowach widniejacych na wielu bagaznikach amerykanskich samochodow:
„Don’t take your organs to heaven. Heaven knows, we need them here“ (Nie zabieraj organow do nieba. Niebo wie, ze potrzebujemy je tutaj.)

heavenorg

Reklama