Oczami duzego dziecka…

Tego pacjenta widuje raz do roku. W sumie juz od okolo 10 lat te regularne spotkania maja miejsce. Wedruje za mna, a z nim jego akta, cierpliwie odnajdujac moje miejsca pracy.

Jakies 20 lat temu opuscil Szwajcarie i zbudowal sobie dach nad glowa na jednej z wysp malezyjskich. Jest emerytowanym profesorem entomologii, juz bardzo dawno temu postawil sobie za zadanie zycia popularyzacje osoby Sir Arthura Wallace’a, naturalisty samouka, ktory wedlug wszelkich danych historycznych ubiegl Darwina w zdefiniowaniu teorii ewolucji.

Jesienne swiatlo pada przez zaluzje na jego poorana bruzdami twarz i chyba zdajac sobie z tego sprawe, delikatnym gestem przesuwa dlon po zmarszczkach, jakby chcial wygladzic slady przezytych dni.

Jestem pod urokiem jego oczu, hipnotyzujacych czernia zrenic, ale rozswietlajacych swym blaskiem niezaspokojonej ciekawosci przestrzen wokol niego.
Raz do roku odwiedza Szwajcarie, zachowal tu male mieszkanko. Korzysta z krotkiego pobytu, by zebrac fundusze na dzialajacy na „jego wyspie“ skromny szpital, ktory bez zalozonej przez niego fundacji skazany bylby na nieuchronna ruine. Jego wizyty u mnie nie ograniczaja sie tylko do rutynowej kontroli kardiologicznej. Jestem zawsze zdziwiony, z jaka precyzja i zwiezloscia opowiada mi kolejny rok, ktory minal w jego zyciu.
Skonczyl wlasnie 81 lat, ale energia, promieniujaca z jego twarzy, oczu, slow i gestow, powoduje, za ja sam zaczynam sie czuc jak nastolatek, w miare jak slucham jego opowiesci.

Twarze starszych ludzi fascynuja mnie.

Ile szczerego piekna jest w starczej twarzy, nieskalanej injekcjami jadu kielbasianego, nienaruszonej cieciami skalpela, rozpaczliwie probujacego zniwelowac slady minionych chwil zycia.

Bedac dziecmi, nie przejmujemy sie nasza mimika, w dzieciecych oczach i grymasach mozna odczytac najmniejsze emocje targajace w danym momencie malenka duszyczka. W miare jak dojrzewamy, stopniowo wchodzimy w swiat doroslych, gdzie zmuszeni jestesmy nosic przerozne maski. Niczym na scenie greckiego teatru, konkretna charakteryzacja odpowiadajaca konkretnej sytuacji w scenariuszu.

Kiedy nadchodzi moment opadniecia kurtyny, schodzimy z tej sceny zycia doroslych. Szczesliwi sa ci, ktorzy jako starsi ludzie, potrafia pozbyc sie kolekcji nazbieranych masek, odnajdujac dzieciece spojrzenie na swiat i umiejetnosc nieustannego zadziwiania sie i stawiania pytan.
W naszym swiecie jest duzo cierpienia. Jest tez wiele dzieciecego spojrzenia.Te dwa stany ducha uzupelniaja sie wciaz i ciagle. Jednak nie chcemy sie przyznawac do dziecinnej perspektywy spojrzenia na swiat.

Swiat wypiera sie dziecinnosci, by stawac sie „swiatem” doroslych. Swiatem aktowek, rachunkow, sporow sadowych, swiatem przekrzykujacym sie na gieldach bankowych.
Opuszczana na czas wedrowki przez swiat doroslych dziecinnosc nie umiera…drzemie w naszej duszy. Towarzyszy jej tylko bol odepchniecia i lzy niezrozumienia.
Chyba wlasnie te lzy ocieral dyskretnie moj pacjent konczac swoja opowiesc.

Usmiechajac sie w drzwiach, pozegnal sie, mowiac „ Au revoir docteur…dans un an, si Dieu le veut“…
« Jezeli Bog zechce », za rok jego dzieciece spojrzenie znow rozjasni moj gabinet pelen doroslego zycia.

dziecko

Reklama