Paris, brûle-t-il?…

W 2011 roku, kiedy terror wstrzasnal stolica Norwegii, Premier tego kraju, Jens Stoltenberg wypowiedzial do swego narodu slowa, ktore rozeszly sie po swiecie szerszym echem niz zdradziecki czyn, ktory byl ich motywem:

„Jeszcze jestesmy w stanie szoku, ale nie przestaniemy glosic i bronic w zyciu naszych wartosci. Dzis nie wygral terroryzm. Nasza odpowiedzia bedzie bowiem: jeszcze wiecej demokracji, wiecej otwartosci wobec innych, i jeszcze wiecej czlowieczenstwa“.

Krew splywajaca dzis w nocy ulicami Paryza jeszcze nie wyschla, a juz natura rzeczy pojawily sie komentarze ludzi, ktorzy probuja zwac sie politykami w naszym kraju.

Moze z osobistych powodow, bo w Paryzu zyje czesc mojej rodziny i wielu przyjaciol, tej nocy oka nie zmruzylem. Reakcje polityczne naplywaly do Paryzan z calego swiata w ciagu tych tragicznych nocnych godzin. Slowa niosace wspolczucie, solidarnosc w bolu i slowa niosace otuche.

Dzis rano z oslupieniem wysluchalem pana Waszczykowskiego, ktory bedzie glowa dyplomacji naszego kraju. Kiedy w nocy kladl sie ten pan spac (!), bilans wynosil kilkanascie ofiar. Pan Waszczykowski wczesnie kladzie sie spac, bo jeszcze przed polnoca liczby sie podwoily. Moze tez efekt dlugiego snu spowodowal, ze przyszly glowny dyplomata jako jeden z pierwszych politycznych sepow zerujacych na ludzkim bolu, przypuscil atak na uchodzcow i tych, ktorzy pragna w Europie udzielic im schronienia.

Bardziej prymitywnie, czego mozna bylo oczekiwac, wyrazil sie inny przyszly polski parlamentarzysta, pan Kukiz, ktory publicznie stawia pytanie o to, kto jest wiekszym zbrodniarzem, „ta dzicz, czy lewacko-liberalne srodowiska”, tolerujace ochrone uchodzcow na terenie Europy.

Obu tym panom bardzo daleko do wielkosci politycznej i ludzkiej wspomnianego wyzej Pana Premiera Stoltenberga.

Dla srodowisk, ktore reprezentuja tak pan Waszczykowski czy pan Kukiz, zalane krwia ulice Paryza sa jak pozywka agar-agar dla chorobotworczych bakterii.
Dla wielu milionow Polakow, ktorzy wybrali w minionych tygodniach „zmiane” na scenie politycznej w kraju, te slowa oczywiscie beda zrozumiale i beda przez nich popierane, szerzac jeszcze bardziej nienawisc i niechec wobec tych, ktorych nazywamy uchodzcami.

Wiele milionow tych Polakow, ktorym wodzuja tacy panowie jak Kaczynski, Waszczykowski, czy Kukiz, obcokrajowca znaja z wakacji, czy tez bardziej ostatnio, z hasel populistycznych. Przed tymi naszymi rodakami jeszcze wiele lat dojrzewania spolecznego, z pewnoscia dobrych pare pokolen, oczywiscie o nieskalanej czystosci polskiej krwi.

Ani pan Waszczykowski, ani pan Kukiz, ani ci, ktorzy poparli tych ludzi w urnach wyborczych nie beda w stanie zrozumiec, ze uchodzcy sa wlasnie pierwszymi ofiarami tego terroru. Nie zrozumieja oni, ze wlasnie w takich chwilach, logicznym odruchem myslacego czlowieka jest tym wieksze solidaryzowanie sie z tymi, ktorzy uciekaja z krajow, gdzie fanatyzm podklada bomby, dekapituje i podpala.

Nawolywaniem do podzialow, do zamykania sie i do wrogosci, terroru nikt nie powstrzyma.

Zebranymi silami ludzkiej zyczliwosci i tolerancji, otwartymi ramionami wobec cierpiacych i uciekajacych przed wojna i zbrodnia, mozna zbudowac potezna tame wobec fali zaslepienia, fanatyzmu i zbrodni.

drapeau

Reklama

2 komentarze to “Paris, brûle-t-il?…”

Trackbacks

  •