Mieszko a sprawa PiS-u.

Kiedy Papiez Franciszek otwieral Jubileuszowe Wrota 8 Grudnia 2015 roku, czynil to na znak rozpoczecia Roku Milosierdzia.

Jednym z glownych przeslan zwiazanej z tym wydarzeniem Encykliki, sa slowa Papieza „Przebaczajmy, nie osadzajmy“. W milosierdziu niemozliwym do ogarniecia przez umysl czlowieka, Bog okazuje o wiele wieksza milosc zalujacemu grzesznikowi, anizeli temu, ktory w swej pysze i zadufaniu, sle do Niego modly dziekczynne, za to, ze jest pozbawiony grzechu. Jakze czesto tez ci wlasnie ludzie, ktorzy przekonani sa o swej swietosci, sklonni sa do osadzania i publicznego kamienowania swych bliznich.

Innym problemem, ktory Papiez porusza, jest korupcja. Nie tyle korupcja w sensie przekupstwa, ile ta polegajaca na zaklamaniu swego sumienia. Podczas kiedy Bog jest gotow w kazdej chwili przebaczyc pokutujacemu grzesznikowi nawet notorycznie powracajace grzechy, o tyle Jego przebaczenie traci jakikolwiek sens wobec skorumpowanego sumienia. Podstawa przebaczenia jest przyznanie sie do grzechu, wyzwalajace jednoczesnie uczucie zalu za jego popelnienie. Tych wstepnych aktow pokuty brak u czlowieka przeswiadczonego o swej nieskalanej racji, ktora tez czesto jest zrodlem z jednej strony osadu drugiej osoby, z drugiej strony negacji gotowosci do przebaczenia blizniemu.

A Bog, jak mowi juz Stary Testament jest „milosierny i cierpliwy“.
Papiez Franciszek wyraza tez pragnienie, by owe teoretyczne dywagacje na temat milosierdzia, zaowocowaly „milosierdziem stosowanym“, nie tylko na poziomie „blizni-ja“, ale tez w wymiarze rodzinnym, spolecznym, panstwowym. Szczegolnie w tych trudnych dniach, jakie przezywa ludzkosc w obliczu tragedii wojen na Bliskim Wschodzie, powodujacych przymusowa migracje ludzi, opuszczajacych czesto z jednym tobolkiem swe zycie w ojczyznie, zdanych na milosierdzie tych, do ktorych drzwi zapukaja.

Wsrod obecnych panstw wspolczesnej Europy, chyba oprocz Panstwa Watykanu, nie ma rzadu bardziej obnoszacego sie religijnoscia katolickiej wiary jak aktualny rzad Rzeczypospolitej Polskiej. Krzyze, modlitwy, nabozenstwa, uroczyste blogoslawienstwa, staly sie juz stalym elementem zycia politycznego w naszym kraju.
Jak powiada stare polskie przyslowie „nie szata czyni czlowieka“, tak tez nie ilosc transmitowanych nabozenstw z udzialem glowy panstwa, uczyni nasz kraj bardziej bliskim Bogu.

Kiedy slysze o bezkompromisowej postawie polskiego episkopatu wobec osob homoseksualnych, czy wobec techniki „in vitro“, trudno mi te wypowiedzi pogodzic z duchem papieskiej Nowiny milosierdzia.
Jakby zywa ilustracja biblijnych przypowiesci o obludzie faryzejskiej jest tez kompletna usluznosc polskiego Kosciola wobec politycznej doktryny obecnego rzadu.

Calkowity brak osobowosci wsrod polskich biskupow jest brzemieniem na barkach rodzimego Kosciola, ktore nie bedzie tak latwo zrzucic. Juz tylko z nostalgia przychodzi wspominac czyny i slowa wielkiego Czlowieka jakim byl Prymas Wyszynski. Obecny Prymas, mimo wiazanych z jego kadencja nadziei, stopniowo stal sie coraz bardziej niewidoczny na tle wydarzen spolecznych w Polsce. Duzo czesciej natomiast slyszymy glosy pod- czy nadrzednych biskupow, wypowiadajacych sie z werwa neofitow na tematy polityczne. Prawdziwym przywodca duchowym duzej czesci spoleczenstwa jak i „wyemanowanego“ rzadu stal sie ksiadz Rydzyk, czesto bardziej utozsamiany z klasa biznesu czy polityki niz z sutanna.

Czlowiek, ktorego nietolerancyjne poglady wobec ludzi innej rasy czy wyznania budza tyle samo poklasku co wstretu. Ksiadz, ktory kiedys skladal sluby ubostwa, przemierzajacy kraj w najnowszych modelach luksusowych limuzyn, zostal wyniesiony na narodowe oltarze duchowych bohaterow Rzeczypospolitej.

Reka w reke, obecna ekipa rzadzaca wraz z Kosciolem polskim, probuje prowadzic wymuszona ewangelizacje „Dobrej Zmiany“, przeczac aktualnej nauce Stolicy Piotrowej. Zupelny brak milosierdzia i zrozumienia wobec blizniego, zostal zastapiony kategorycznymi osadami innych mysli i odmiennych postaw. Prawdopodobnie juz do slownika kuriozow polskiej mysli politycznej wkradna sie na stale okreslenia „Polakow gorszego sortu“, czy „zlodziei i komunistow“.
Systematyczny proces prania mozgow nie bylby doskonaly, gdyby nie podjeto przynajmniej proby napisania na nowo historii kraju.

Dotyczy to juz roznych epok, ocierajac sie nawet o smiesznosc, kiedy dyskusje historyczno polityczne rozwazaja wymiar patriotyzmu Mieszka Pierwszego. Jednak bardziej juz powaznym problemem jest bezkompromisowe wynoszenie na oltarze pamieci Zolnierzy Wykletych, wsrod ktorych oczywiscie przewazali wielcy patroci, godni pamieci i wdziecznosci naszego narodu. Jednak negowanie bandyckich pacyfikacji ludnosci cywilnej na wsiach kresowych, nie sluzy ani uczciwej lekcji historii, ani godnej pamieci bohaterow walczacych o Wolna Polske.

Kulminacja zaklamanego spojrzenia na nieodlegla historie naszego kraju, jest systematyczny atak na ludzi tworzacych ruch oporu w latach osiemdziesiatych.
Dziwnym, choc bardzo charakterystycznym juz dla obecnej wladzy zbiegiem okolicznosci, pani Kiszczak wydobyla setki stron ubeckich akt i podobno z checia zysku przedstawila je urzednikom IPN. Ci zas urzednicy, w blyskawicznym tempie przedstawili zawartosc akt dotyczacych Prezydenta Walesy. O zawartosci pozostalych „workow“ jak na razie z wiadomych przyczyn, nic nie wiadomo. Nie czekajac tez na oficjalne ustosunkowanie sie do tego znaleziska samego Pana Walesy, nie czekajac na wyniki przynajmniej kilku niezaleznych analiz, juz dzis beda te akta publicznie dostepne.

Koryfeusze dzisiejszej pierwszej sceny politycznej, jak pan Blaszczak, pan Duda, czy pan Waszczykowski, a nawet takie swiatle postaci jak posel Pilka, przesciguja sie w nawolywaniu, aby Prezydent Walesa „stanal w prawdzie“.
Nie jestem historykiem. Robiac intelektualny transfer miedzy dziedzinami naukowymi, w medycynie kazde odkrycie, nim zostanie upublicznione, musi byc najpierw sprawdzone badaniami niezaleznymi, przeanalizowane roznymi rachunkami statystycznymi. Jezeli te warunki nie zostana dotrzymane, nie mozna mowic o sprawdzonym odkryciu, ktore mogloby znalezc zastosowanie w zyciu codziennym.

Takie postepowanie jednak nie byloby zgodne z obrazoburczym sposobem rzadzenia aktualnej ekipy. Szczegolnie wobec wlasnie ogloszonej niezbyt jeszcze dobrze zdefiniowanej polityki historycznej rzadu.

Prawdopodobnie chodzi obecnie rzadzacym o przekreslenie dorobku w walce o wolnosc tych osob, ktore stoja na antypodach obecnej ekipy politycznej. Problem polega na tym, ze nawet jezeli uda im sie zniweczyc, opluc i podeptac Lecha Walese, Panow Frasyniuka, czy Michnika, wsrod wlasnych szeregow nie maja wiele do zaoferowania. Trudno bowiem wyniesc na podium Historii bylych dzialaczy PZPR jak pana Piotrowicza czy pana Jasinskiego, obu bardzo scisle i aktywnie zwiazanych z owczesnym aparatem represji.

Sam zas prezes Kaczynski nie przeskakiwal przez plot stoczni. Nie z nim prowadzono rozmowy, ktorych uwienczeniem byly wolne wybory. Nie jego uczcil Swiat nadajac mu pokojowa Nagrode Nobla, mimo przedstawionych wowczas tych samych „dowodow zaprzedania“ sie Pana Walesy wladzy komunistycznej.
Wszyscy lamia sobie teraz glowe, jaki cel przyswieca ekipie pisowskiej w niszczeniu polskiej historii i ludzi ja tworzacych.

Mysle, ze to nie politycy ani historycy powinni te zagadke rozwiazac. Problem wydaje sie czysto psychiatryczny. Pan Kaczynski jest mala osoba, az dziwne jak wiele kompleksow moze w sobie pomiescic. Przyslowiowy pociag historii juz byl pare przystankow dalej, kiedy konczyla sie niedzielna suma 13 Grudnia 1981 roku.

Opluwajac Lecha Walese, obecny rzad nie wyrzadzi Mu krzywdy w oczach Swiata. Jednak po raz kolejny utwierdzi sie Swiat w przekonaniu, ze Polacy to ow narod, ktory z luboscia co pewien czas kala swoje gniazdo.
Kiedy mali ludzie znajduja sie u wladzy, nigdy nie dokonuja wielkich rzeczy, prawie zawsze jednak zostawiaja po sobie wielkie gruzowiska zlamanych faktow historycznych i zdruzgotanych upadkiem wlasnych ambicji.

Papiez Franciszek w jednym z wywiadow, ktorych udzielal na temat Jubileuszowego Roku Milosierdzia wspomnial slowa Swietego Jana od Krzyza: „Kiedy nadejdzie zmierzch zycia, bedziemy sadzeni z milosci, ktorej dalismy swiadectwo“.

Reklama

4 komentarze to “Mieszko a sprawa PiS-u.”

  • StellaRussel

    Cała ta sytuacja związana z zamieszaniem wokół teczek, które Pani Kiszczak dostarczyła do IPNu wywołuje u mnie złość i smutek.
    Pomijając już sam fakt przechowywania tych materiałów przez osoby, które nie są do tego prawnie uprawnione, atmosfera, komentarze, emocje pojawiające się w naszym społeczeństwie nie wnoszą nic, co mogłoby być nazwane wartością dodaną, ale niszczą niekwestionowany ( przynajmniej w mojej opinii) symbol wolności,a przy okazji przyczyniają się do pogłębiania i tak już ogromnych podziałów społecznych.
    Te podziały przebiegające wzdłuż linii : osławiona Magdalenka i Okrągły Stół, konsekwencje, Smoleńsk, podsycane ambicjami tych, którzy mają tendencje do kreowania alternatywnych rzeczywistości ukształtowały na lata postawy starszego i młodszego pokolenia. My już często nie słyszymy się, nie rozmawiamy, a wygłaszamy komunikaty.
    Czasem po tym, jak staram się mówić,co myślę nt.sprawy Pana Prezydenta Wałęsy słyszę,iż „co ja tam mogę wiedzieć, za młoda, karmiona rewelacjami Michnika i TVNu”. To prawda,nie mogę odnieść się do własnych doświadczeń, ale chyba nikt nie odmawia młodym ludziom czytania ze zrozumieniem i refleksji nad studiami dotyczącymi tamtego okresu w historii naszego kraju.

    Wiem jedno,że bez działalności Pana Wałęsy i wielu innych wspaniałych ludzi dziś, te wszystkie „oświecone głowy” nie mogłyby wygłaszać tych obrzydliwych komentarzy nt.Pana Wałęsy, z Panem Prezydentem Dudą na czele, mówiącego z pogardliwym uśmieszkiem o III RP ,której jest Prezydentem i Konstytucji, na którą ślubował.
    Wspomniane przez Pana celebrowane uroczystości kościelne, przywiązanie do Kościoła, w mojej opinii, jest tylko instrumentalnym wykorzystaniem wartości i zasad moralnych zawierających się w religii chrześcijańskiej. Podobnie ma się ta kwestia w związku ze sprawa osób z innych kręgów kulturowych (chociażby sprawa uchodźców).Tutaj przedstawiciele chętnie mówiący o swojej wierze, jakoś nie są skorzy do realizacji jej własności.
    Nigdy nie zapomnę słów Pana W. Bartoszewskiego, które przeczytałam w książce M.Komara, gdzie mówił o „paranoicznych kryteriach rasowych pomieszanych z kryteriami religijnymi”, co jest fałszywe z gruntu rzeczy. Ale i Pan Bartoszewski odczuł na własnej skórze opinię podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego ze strony osób podobnych tym , którzy dziś opluwają Pana Wałęsę.
    Pan Wałęsa da radę i tym razem, nie zniszczą go ci, którzy są za daleko daleko za nim, w każdym możliwym tego słowa znaczeniu.

  • JK

    Do StellaRusel:

    Pan Wałęsa już się sam zniszczył…

  • Jacek Cichon

    Pocieszajace jest jedno. Przez 50 lat usilnego prania mozgow, przeklamywania historii, bolszewikom i ich akolitom nie udalo sie zmienic dziejow Swiata. Tym malym ludzikom takze sie to nie uda.

  • JK

    Tak jest. Solidarność przy pomocy Kościoła (JP II) i U.S.A. (RR) zmienili dzieje świata.Mimo, że LW współpracował z Komuchami i donosił na kolegów. Dzisiaj nie przyznaje się do tego.
    Rzeczywiście jest mały wzrostem. I zachowuje się jak mały ludzik, jak to Pan trafnie napisał…

Trackbacks

  •