Poszukiwacze korzeni…

Kiedy pan Jacek Kurski tlumaczyl sie zawile z rzuconego pomowienia pod adresem premiera Tuska, zdawal sobie doskonale sprawe, iz ta publiczna korekte malo kto zachowa w pamieci.

„Dziadek z Wehrmachtu“ przeszedl zas juz do klasyki nowozytnego politycznego dyskursu w Polsce. Tak tragikomiczna jaka jest, owa slynna wypowiedz dzisiejszego „obiektywnego“ szefa TVP, stanowi ona tez pewnego rodzaju kwintesencje karykatury polskiej kultury dyskusji politycznej.

Dwie strony majace rozne poglady odnosnie punktu spornego, nawiazuja dialog, pragnac wypracowac wspolna plaszczyzne porozumienia. W dialogu wtedy wazne jest wysluchanie argumentacji interlokutora, jak i przedstawienie wlasnej opinii. Rzadko bywa tak, ze porozumienie zostaje wypracowane dzieki bezwzglednej kapitulacji jednej ze stron dyskusji. Najczesciej owocna dyskusja sprowadza sie do czesciowego zaakceptowania argumentow przeciwnika, jak i po czesci przekonania go rowniez o naszej racji.

Dialog owocujacy porozumieniem jest zatem niczym innym jak bardziej lub mniej misterna przeplatanka kompromisow.
Dyskusja jest tez pewnego rodzaju gra, w ktorej obowiazuja reguly. Jedna z najwazniejszych regul jest rozmawianie i argumentowanie „ad meritum“, czyli odnoszac sie do rzeczy. Jednym z grzechow glownych dyskusji prowadzonej w duchu zlych intencji jest argumentacja „ad personam“, czyli odnosniki kierujace sie bezposrednio do integralnosci osobowej interlokutora.

Najczesciej tez, celem dyskusji prowadzonej przy pomocy argumentow „ad personam“ nie jest wcale osiagniecie porozumienia czy kompromisu, lecz zwykla, by nie powiedziec ordynarna wola „postawienia na swoim“. Ten styl argumentacji otwiera tez nieograniczone mozliwosci. Pomowienia i oszczerstwa, okraszone klamstwami przyjmujac nawet postac zwyklej plotki, maja wieksza nosnosc wsrod „ludu“ niz nastepujace po nich prostowania, slowa przeprosin, nakazywane niekiedy wyrokiem sadowym.

W mojej emigranckiej historii przyszlo mi zyc w roznych stronach tego swiata, o niekiedy bardzo odmiennej kulturze i historii.

Przyznam jednak, ze w zadnej z moich przejsciowych „Ojczyzn“, kultura oszczerstw i odnosnikow personalnych w zyciu publicznym czy politycznym nie jest tak rozpowszechniona, co gorsza, zaakceptowana w takim stopniu jak to ma miejsce w Polsce. Takie zachowania ze strony dziennikarzy czy politykow, we Francji, Niemczech czy Szwajcarii, dyskwalifikuja ich spolecznie i skazuja na dzialalnosc w srodowiskach niszowych, gdzie o tani populizm juz zabiegac nie trzeba.

Na lamach gazet i na ekranie telewizora, dziadkowie z Wehrmachtu konkuruja z babciami czarownicami, rodzicami szpiegami, wujkami masonami, a kiedy mimo to szala nie chce sie przechylic na wlasciwa strone, rzucany jest ostateczny odwaznik o nominale „pochodzenie zydowskie”.

I chocby nie wiem jak merytoryczne i madre byly wypowiedzi danej osoby publicznej, kiedy zaden rzeczowy argument nie jest juz dyspozycyjny, pada magiczne zdanie „przeciez jego matka/ojciec/wuj/sasiad byl Zydem“. Zdanie, ktore w dzisiejszym zyciu publicznym w Polsce nie wymaga juz dodatkowej egzegezy. Wszystko wtedy staje sie jasne i wszelka inna dyskusja nie ma juz najmniejszego sensu.

Ta metodologie konwersacji upodobaly sobie w Polsce szczegolnie srodowiska tzw. prawicowe. Niektorzy z dziennikarzy tej politycznej opcji, szczyca sie tym, ze potrafia wyszukac skrzetnie „korzenie“ danej osoby, bedacej akurat na celowniku. Ba, regularnie publikowane sa listy w przeroznych mediach, z podanymi jak na pregiezu nazwiskami i ich pokoleniowym dziedzictwem. Najczesciej sa te „dane“ stekiem wierutnych bzdur.
Wedlug ich pojecia zycia spolecznego, doszukanie sie owych korzeni (najchetniej zydowskich), stanowi bardzo istotny wklad na rzecz krzeszenia „prawdziwego patriotyzmu“, bo w ten sposb mozna wyrwac z korzeniami trujacy krzew z naszego rajskiego sarmackiego ogrodu.

Tacy swoisci dendrolodzy socjologiczni.

Reasumujac tok myslenia tych ludzi, jednostka jest obarczona wina ojcow, co z gory neguje jej wszelkie roszczenia do kredytu spolecznego zaufania. Paradoksem jest tez fakt, ze najczesciej ci sami dziennikarze i komentatorzy afiszuja ostentacyjnie gorliwa religijnosc, oczywiscie w duchu religii rzymsko-katolickiej. Tej samej religii, ktora nakazuje milowac blizniego jak siebie samego…

Obwieszczajac wszem i wobec „zepsute“ badz „nadgnile“ korzenie rodowodowe, pragna ci ludzie zdyskredytowac w oczach spoleczenstwa konkretnych przeciwnikow, najczesciej nalezacych do innych opcji politycznych.
Tak czynily systemy, o ktorych dzisiejszy swiat chce zapomniec. A przynajmniej chcemy zapomniec o metodach, ktorymi sie owe uklady polityczne poslugiwaly: propaganda polegajaca na perseweracji klamstwa, szerzeniu oszczerstw i celowym dyskredytowaniu jednostek badz calych grup spolecznych i narodowosciowych. Jak wiemy zas z podrecznikow historii i jak niektorzy z nas jeszcze pamietaja, ta systemowa manipulacja klamstwem i poslugujaca sie niszczeniem reputacji ludzi byla jedynie narzedziem prowadzacym do celu, jakim byla wladza absolutna, na miare ambicji poszczegolnych dyktatorow.

Atakowanie ad personam ludzi stojacych na antypodach politycznych danej opcji, nie sprzyja tez w zadnym razie pojednaniu, szczegolnie w tak ostro nakreslonym dwubiegunowym schemacie jak ma to miejsce w Polsce. Pusty, choc bardzo smutny smiech mnie ogarnia, kiedy slysze Pania Minister Anders, mowiaca iz jedyna osoba w Polsce, ktora gasi spory jest Jaroslaw Kaczynski.

Z drugiej zas strony, przeciwny PiSowi oboz polityczny, wraz ze zwiazana jego „orkiestra medialna“, nie moze sie oswoic z tym jezykiem pomowien tak rozpowszechnionym po prawej stronie sceny. I chyba dobrze. Bo nawet kiedy ktorys z dziennikarzy czy forumowiczow na portalach spolecznosciowych pokusi sie o to, by podobna bronia slowna zaczac wladac, nabiera to aspekt nadzwyczaj niezdarny i nie harmonizujacy z melodia jezyka obecnej opozycji.

Zaluje tylko, ze dziennikarze wysokiego poziomu tak bardzo podwyzszyli prog tolerancji na ta ohydna mowe ich kolegow manipulatorow. To wlasnie oni teraz powinni sie wykazac werwa dziennikarska i prowadzic ogolnie pojeta krucjate oswiaty kultury dyskusji politycznej w Polsce.

Ten podwyzszony prog tolerancji powoduje, ze publiczne przeszukiwanie pokolen danej osoby, czesto okraszone uzyciem oszczerstw i klamstw, staje sie coraz bardziej nagminne i naturalne. Coraz czesciej ta odpychajaca retoryka posluguja sie znani politycy, na szczescie jak dotychczas najczesciej jednak „prawicowi“. Nie dawniej jak wczoraj, pan Minister Gowin, czlowiek na pozor bardzo dbajacy o kulture slowa, siegnal po dziadka Pana Kijowskiego, by przynajmniej podjac probe deprecjacji nie tyle samego dzialacza, ale tez jak najwiekszej czesci ruchu obywatelskiego jakim jest Komitet Obrony Demokracji.

To nie jest kultura dyskusji politycznej bedaca standardem wspolczesnego cywilizowanego swiata.

Wciaz bowiem naiwnie zakladam, ze obojetne jakie rzady w Polsce panowac beda, ich pragnieniem pozostanie przynaleznosc do dziedzictwa kulturowego Europy Oswiecenia.

Gossip
Norman Rockwell „Gossip”

Reklama

3 komentarze to “Poszukiwacze korzeni…”

  • Piotr Bryłka

    Szanowny Panie, Pana Prababcia Marianna Kędzierska [zd. Boroń] i mój Pradziadek Jan Boroń to rodzeństwo. Czyli Mój Dziadek Walenty Boroń i Pana Babcia Helena Mikuła [zd. Kędzierska] to Kuzyni. Przygotowuje do moich Rodziców drzewo genealogiczne. Szukam starych zdjęć i wszelkich informacji o rodzinie. Chętnie podzielę się informacjami, które już posiadam o rodzinach Boroń i Kędzierscy.

    Proszę o kontakt: brylki5@gmail.com lub 605536458.

    Pozdrawiam serdecznie
    Piotr Bryłka

  • Jacek Cichon

    To mile zaskoczenie:). Pamietam sklep Pana Boronia w Wieruszowie.. Mialem moze 6 lat:)… Odezwe sie na adres Panskiego maila. Bardzo serdecznie pozdrawiam, J.C.

  • Piotr Bryłka

    „Sklep Pana Boronia” to sklep Franciszka Boroń – brata mojego dziadka Walentego. Sklep był obok dzisiejszej poczty, przy tzw. Kapliczce. Czekam na wiadomość.

    Pozdrawiam serdecznie.
    Piotr Bryłka

Trackbacks

  •