Pojednanie

„W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie.”

Te slowa, w oryginalnym tekscie w jezyku niemieckim, zredagowanym przez Biskupa Kominka w 1965 do biskupow niemieckich, odbijaja sie echem po dzisiejszy dzien. Choc znane sa wlasciwie tylko te slowa, konczace pamietne pismo, warto przeczytac ten list w jego integralnej calosci. Nim nastapila ostateczna redakcja tekstu, byl on konsultowany przez polskich i niemieckich biskupow (RFN i NRD), o opinie proszono tez niemieckich intelektualistow.

Sam list wzbudzil wtedy propagandowe oburzenie po komunistycznej stronie Europy.

Na kazdy tekst historyczny nalezy popatrzec sie z roznych perspektyw czasowych, zadajac pytania prowadzace do kompletnej jego analizy. Jakie wydarzenia go inspirowaly i jakie byly motywy prowadzace do jego zredagowania? Jaki wydzwiek ten tekst mial wsrod wpolczesnie mu zyjacych i jakie reakcje obudzil? I w koncu, to pytanie, na ktore odpowiedz decyduje o miejscu w Historii danego tekstu i jego donioslosci: Jak mogl oddzialywac na przyszle wydarzenia, jak mogl ewentualnie ksztaltowac przyszle pokolenia?

W 1965 roku rany strasznej wojny jeszcze nie byly zabliznione. Zal, bol po utracie bliskich i gniew w obliczu ruiny, w ktorej koniec tej wojny zostawil nasz kraj…te uczucia w duzej czesci zrozumiale i z gory usprawiedliwione, w makiawelistycznych dloniach komunistycznej propagandy staly sie zyznym nawozem dla hodowcow uprzedzen i populistycznych demagogii. Jak wielkiej odwagi i jak ogromnej otwartosci umyslu bylo potrzeba, by powstal ten piekny list biskupow polskich!

Publikacja tego pisma swiadczyla o wielkiej madrosci owczesnych hierarchow Kosciola polskiego, o ich dalekowzrocznosci i trosce w budowaniu pokojowej przyszlosci dla majacych po nich nastapic pokolen.

Kiedy wiec slucham obecnego naszego prezydenta, ktory z okazji 25 rocznicy podpisania Traktatu o Dobrym Sasiedztwie, mowi, ze jest dumny ze swego narodu, ktory zdolal te uprzedzenia wobec swych sasiadow przezwyciezyc…robi mi sie smutno na sercu.

W tym samym dniu, kiedy ten prezydent wyglasza swoje przemowienie, jego kolega z lawki partyjnej nakazuje emisje filmu „Krzyzacy”, w rownoleglym czasie do odbywajacego sie meczu pilkarskiego miedzy reprezentacjami Niemiec i Polski. Zeby byla ta aluzja juz pozbawiona wszelkich dwutekstow, na portalach spolecznosciowych pan Kurski oglasza dumnie „dwuboj” z Niemcami.

Pan Duda wyglasza banalne frazesy o przyjazni polsko-niemieckiej, podczas kiedy jego Patron, Jaroslaw K., wszem i wobec oznajmia koniecznosc powstania Polski z kolan wobec zlego niemieckiego sasiada.

W koncu, kolezanka partyjna naszego dwulicowego prezydenta, pani Pawlowicz, nie kryje sie z jawna niechecia wobec narodu niemieckiego, wzywajac do bojkotu produktow niemieckich, czy tez obrazajac niemieckich politykow niewybrednymi epitetami. Nie przeszkadza to oczywiscie, by zezwalala sie wozic rzadowymi limuzynami, luksusowymi wersjami marek BMW czy Mercedesa.

Dwustronnym spotkaniom politykow polskich i niemieckich z okazji 25 rocznicy podpisania Traktatu, towarzysza tez imprezy, jedna z nich jest wystawa majaca ilustrowac dobre nasze sasiedzkie relacje. Wystawa zrealizowana w sposob tak oczywiscie zaklamany, pomijajajca wzmianki o osobach, ktore nasza wolnosc budowaly, ze nawet oficjalna strona niemiecka czula sie zmuszona do wypowiedzenia krytycznego komentarza.

To Prezydent Niemiec, pan Gauck wzruszonym glosem dziekowal Panom Skubiszewskiemu i Bartoszewskiemu za ich wklad do budowy naszego wspolnego sasiedzkiego podworza. Te nazwiska panu Dudzie nie przeszlyby przez usta. Jednak bez wielkosci i poczciwosci takich ludzi jak Profesor Bartoszewski, pan Duda nie moglby teraz promieniowac swym usmiechem przed miedzynarodowa publika.

W kontekscie tych ostatnich wydarzen, w atmosferze rzucanych pomowien i oszczerstw wobec tych, ktorzy nie maszeruja po linii partii PiS, list biskupow z 1965 roku zdaje sie odzywac nowym zyciem.

Dzisiejsi biskupi, przejeci troska o poszerzenie swych dobr materialnych i utrwalenie pozycji na scenie politycznej, prawdopodobnie nie byliby zdolni do tak daleko mysla siegajacego aktu jakim byl ow list ich poprzednikow w 1965 roku.
Wobec moralnej degrengolady dzisiejszego Kosciola w Polsce, wobec tunelowego spojrzenia dzisiejszej ekipy rzadzacej pragnacej na utartych uprzedzeniach zbudowac sile elektoratu, list biskupow z 1965 roku stal sie dzis punktem orientacyjnym, latarnia na wzburzonym morzu.

Jak powiadal Kardynal Prymas Wyszynski: „Byl las, nie bylo was. Bedzie las, nie bedzie was.”

Reklama